Facebook Info

Mężczyźni, seks i gniew

( ekscerpcje z innych źródeł )

W poprzednich rozdziałach widzieliśmy, w jak różny sposób mężczy­zna może działać pod wpływem gniewu. Gniew, którego doświadcza w danej sytuacji, i ten, który już jest nagromadzony pod powierzch­nią, kumulują się, a wtedy całość eksploduje w wyjątkowo destruk­cyjny sposób. Zbyt często niekontrolowany gniew zostaje skierowany przeciwko konkretnej kobiecie albo przeciw kobietom w ogólności. Carol Tavris w swojej pracy na temat gniewu zauważa, że już od najmłodszych lat mężczyźni są niezdolni do wyrażania swojego gnie­wu wobec kobiet. Zobacz, jaka pułapka czyha na chłopców. Jeżeli chłopiec pogniewa się na dziewczynkę i wyrazi to słowami albo działa­niem, jest bardzo źle odbierany. Postrzegany jest wtedy jako ten, który wyżywa się na słabszych. Jeżeli nie wyrazi swojego gniewu, po prostu wpada w schemat, który już opisaliśmy, kiedy gniew zostaje zakopany, by później w jakiś pośredni sposób znów wyjść na powierzchnię.

U dorosłych mężczyzn problem jest taki sam, jak u chłopców. Wciąż się wydaje, że nie ma akceptowalnego sposobu na wyrażanie przez nas, mężczyzn, gniewu wobec kobiet. Jeżeli wyrażamy swój gniew, jesteśmy chamscy, i przegrywamy. Jeżeli go nie wyrażamy, tłumimy nasze uczucia, i też przegrywamy. To dla nas duży kłopot! Oczywiście, mężczyźni mają problemy z gniewem, lecz te problemy stają się jeszcze większe, kiedy gniew odnosi się do płci żeńskiej. Za­stanowimy się teraz, w jaki sposób niezdrowy gniew prowadzi niektó­rych mężczyzn do agresji seksualnej albo uzależnienia.

Od gniewu do agresji seksualnej

Dla młodych chłopców agresja jest czymś typowym. W rzeczywi­stości to zdrowa część ich rozwoju. We wstępie zauważyliśmy, że dziś mężczyźni są zasadniczo źle rozumiani, ponieważ ich agresywność jest źle rozumiana, zwłaszcza przez ich matki. Stare powiedzenie, mó­wiące, że „chłopcy zawsze będą chłopcami”, nie jest już akceptowane, a przecież wyraża prawdę, że agresja w zabawie chłopców jest czymś zdrowym. Ta wczesna agresywność u chłopców nie ma wymiaru sek­sualnego, ponieważ płeć seksualna jest wciąż poza ich świadomością. Chłopcy wiedzą, że traktują dziewczynki inaczej, ale młodzi chłopcy z reguły postrzegają to tylko jako kwestię płci kulturowej, a nie płci związanej z seksualnością.

W jednym z artykułów na temat chłopców jako przedstawicieli „kruchej płci” zauważono, że agresja u chłopców może czasem na­wet przestraszyć matkę. „Wiele kobiet obawia się, że męskość zdzicze­je i stanie się zagrożeniem dla życia”. Jedna z matek powiedziała: „Mój syn zaczął gromić mnie wzrokiem w wieku trzech lat. Pomyślałam: »Co ja teraz zrobię? Ja go nie rozumiem«”. To nie znaczy, że chłop­com należy zabraniać agresji. To tylko wskazuje na fakt, że wielu ludzi w naszej kulturze nie akceptuje agresji albo czuje się z nią nieswojo.

Być może dyskomfort ten wynika z tego, że w wielu przypad­kach naturalna agresja, którą przejawiają chłopcy, jest skutkiem ta­kich czynników, jak przemoc między rodzicami albo przemoc rodzi­ca wobec dziecka. Kiedy tak się dzieje, przesuwamy problem agresji u chłopców z jej naturalnego, zdrowego poziomu, na poważniejszy, destruktywny poziom. Młodzi chłopcy, którzy mają takie doświad­czenia, są często zmuszeni do przestępczego stylu życia lub do czegoś, co możemy nazwać pseudoprzestępczym stylem życia. W pseudo- przestępczości agresja młodego chłopca ociera się o poważne proble­my, ale nigdy całkiem nie przekracza granicy. Może obejmować tylko mniejsze wykroczenia, bójki, problemy w szkole, złe zachowanie na boisku czy w domu. Później może się nasilić aż do zażywania narko­tyków czy nadużywania alkoholu. Czasem ci pseudoprzestępcy wy­rastają na porządnych mężczyzn, ale ich nieokiełznana agresywność i niezdrowe sposoby wyrażania gniewu są głównym problemem w ich życiu.

Prawdziwy przestępca, kiedy dorasta, ma więcej poważnych pro­blemów z prawem niż pseudoprzestępca, a problemy te zaczynają się w młodym wieku. Kiedy ci młodzi chłopcy stają się młodymi męż­czyznami, ich problemy już są złożone, a oni sami stają się częścią świata obfitującego w przemoc. Ich wściekłość często koncentruje się na społeczeństwie w ogólności, ale jest także wymierzona w kobiety, co odzwierciedla fakt, że współczynnik gwałtów wzrasta cztery razy szybciej niż ogólny współczynnik przestępstw. Jedna na pięć kobiet była zgwałcona, a jedna na sześć została zgwałcona przez kogoś zna­jomego. Badania pokazują, że agresja seksualna zaczyna się wcześnie, już w okresie randkowania. Od piętnastu do dwudziestu pięciu pro­cent studentów (mężczyzn) uczestniczyło w jakimś przejawie agresji seksualnej w trakcie studiów.

Terapeutka rodzinna Olga Silverstein wykazała, że problemy chłopców wynikają przede wszystkim z ich niewielkich umiejętności relacyjnych31. Jak widzieliśmy wcześniej, winę za to ponosi głównie ojciec – fizycznie bądź psychicznie nieobecny. Silverstein pokazuje, że często do tego problemu przyczyniają się również matki przez emo­cjonalne opuszczanie swoich synów. Wiele matek ma obawy, że jeżeli ich kontakt z synami będzie zbyt bliski, wychowają ich na lalusiów. A jeśli matka się wycofuje, to kto zostanie, żeby nauczyć chłopca tro­ski o innych? Być może nikt ich tego nie nauczy, wówczas będziemy mieli do czynienia z chłopcami, którzy strzelają do innych chłopców. A jeżeli są skłonni zastrzelić innych chłopców, to lepiej nie myśleć, co zrobią kobiecie.

Niektórzy teoretycy sugerują, że niekontrolowana agresja u męż­czyzny jest znakiem jego emocjonalnej niedojrzałości. Jedną z cech wspólnych niedojrzałej osoby dorosłej i małego dziecka jest przeko­nanie o własnej wszechmocy czy uprzywilejowaniu. „Świat należy do mnie” – takie jest ich hasło. A jeżeli świat należy do mnie, to łatwo u mężczyzny o przejście do przekonania, że „randka należy do mnie”. Wystarczy połączyć to poczucie wszechmocnego uprzywilejowania z niekontrolowaną agresją, by się przekonać, jak gniew może w męż­czyźnie napędzać agresję seksualną i gwałt.

Ciekawe, że większość gwałcicieli neguje wagę gniewu i wrogości w tym, co zrobili. Badania wykazały, że mężczyźni, którzy popełniają gwałty, są albo pełni wrogości, albo aspołeczni, albo zaburzeni spo­łecznie. Przyznają się do gniewu tylko wtedy, kiedy okazuje się, że ofiara stawiała opór. Ale prawda jest taka, że wściekłość i wrogość są w większości przypadków główną przyczyną gwałtów. Mężczyzn, któ­rzy dopuszczają się seksualnej agresji, możemy określić jako doświad­czających wrogiej męskości.

Wroga męskość

Ned przyszedł na spotkanie ze mną, ponieważ wystraszył się wła­snego gniewu. Jest studentem w collegeu i ostatnio, w przypływie wściekłości, uderzył swoją dziewczynę. Wcześniej zdarzyło się to już dwukrotnie, ale twierdził, że to były „wypadki”. Nie chciał jej wtedy uderzyć, stało się tak przypadkiem, kiedy chciał uderzyć w ścianę. Tym razem jednak, jak sam potwierdzał, zrobił to celowo.

Zachowanie Neda jest typowe dla osób charakteryzujących się wrogą męskością. Ten naukowy termin opisuje syndrom rozpozna­wany u niektórych mężczyzn, obejmujący trzy czynniki. Po pierw­sze, mężczyźni ci mają bardzo negatywne pojęcie męskości, oparte na nadmiernym skupieniu na sobie i obronie siebie. Nie ma dla nich nic ważniejszego niż obrona przed zagrożeniami. Negatywnym aspek­tem jest brak troski o kogokolwiek innego i niezdolność do empatii. U Neda oznaczało to, że miał trudności z zaakceptowaniem emocji swojej dziewczyny. Nawet kiedy rozumiał, co czuła, jego pierwszym staraniem nie była reakcja na jej uczucia, ale ochrona własnej „god­ności” przez niedopuszczenie do tego, by ktoś go „kompromitował (nawet własna dziewczyna)”.

Po drugie, wroga męskość ma w swoim rdzeniu zestaw postaw i przekonań, wspierających przemoc i agresję. Byłem zdumiony, w jaki sposób żył Ned. Przemoc wydawała się dla niego fajnym sposobem bycia. Bardzo lubił się bić. Grał z pasją w futbol amerykański („mu­szę zadawać ból innym chłopakom”). Walki na pięści nauczył się od swoich starszych braci. On dosłownie się cieszył, waląc czyjąś głową o beton, aż zacznie krwawić!

W rozmowie na temat matki powiedział, że wycofała się z jego życia, kiedy był jeszcze mały. Fizycznie wciąż przy nim była, jako jego matka, ale przez całe lata się go bała. Widziała, jak bił się z oj­cem, i jakoś czuła, że to samo z nią by zrobił, gdyby nadarzyła się ku temu okazja. We wczesnym dzieciństwie ojciec wielokrotnie nad­używał siły fizycznej wobec Neda. Kiedy chłopak był już taki duży jak ojciec, często się bili. Pewnego razu Ned, uderzając ojca, zła­mał sobie rękę. Był nawet z siebie dumny i nie widział w przemocy nic złego.

Po trzecie, wrogą męskość charakteryzuje wrogość względem ko­biet. Wyraża się ona najczęściej w postawie i przekonaniu, że wobec kobiet trzeba stosować przymus. Taka postawa rozwinęła się z kilku głębszych przyczyn. W przypadku Neda przyczyną taką mógł być podskórny bunt wobec matki spowodowany tym, że przez lata po­zwalała ojcu, by go bił. Jego matka nie tylko nie interweniowała w jego obronie, ale też nie chciała rozmawiać z nim o tym później, kiedy Ned pytał, dlaczego ojciec tak go nienawidzi.
Jedną z przyczyn wrogiej postawy w stosunku do kobiet były rela­cje seksualne z kobietami, które Ned zaczął nawiązywać w wieku oko­ło dwunastu lat. Mając pełnego gniewu i przemocy ojca i uciekającą matkę, Ned zwrócił się ku innym kobietom w poszukiwaniu otuchy i zrozumienia. Seks z tymi dziewczętami stał się źródłem jego ukoje­nia. Ned spełniał wszelkie warunki, by po jakimś czasie (1) mieć spore trudności z wiernością wobec dziewczyny czy żony; albo (2) z dużym prawdopodobieństwem stać się mężem bijącym własną żonę. Wroga męskość zawsze prowadzi albo do jednego z tych zachowań, albo do obydwu naraz.

W przypadku Neda obecne były już oba schematy. Nigdy nie był wierny jednej dziewczynie. Wydawało się, że z żadną nie czuł się wystarczająco bezpiecznie. „Gdybym się za bardzo zaangażował, mogłaby mnie zranić”, powiedział mi kiedyś. „Nigdy nie daję zbyt wiele siebie żadnej dziewczynie. Zawsze mam obok jeszcze jedną albo dwie”. Ned prezentował też bardzo wrogą postawę wobec kobiet. Z cza­sem brak kontroli nad impulsami zaczął u niego narastać i całą swoją wściekłość wyładowywał na kobiecie. Jego aktualna dziewczyna od­czuła już ból z tego powodu. Promykiem nadziei w przypadku Neda był sposób, w jaki zareagował na to, że uderzył swoją dziewczynę – chciał znaleźć pomoc. Ned był niezwykły pod każdym względem: Niektórzy mężczyźni dopiero wtedy widzą problemy w swoim zacho­waniu, kiedy jest już za późno.

Od gniewu do uzależnienia seksualnego

Nie każdy mężczyzna będzie wyrażał swój gniew i agresję w taki sposób jak Ned. Wszyscy widzieliśmy jego wrogość i wściekłość. Jed­nak była jedna rzecz, której nie mogliśmy zobaczyć – to były korze­nie jego gniewu. Ned koniecznie chciał do nich dotrzeć i przełamać schemat. Podczas krótkiego okresu dorastania jego wrogość trzymała większość ludzi w bezpiecznej odległości od niego.

Inni mężczyźni są o wiele bardziej pasywni w wyrażaniu gniewu i wrogości. Dla nich wszystkie te silne uczucia muszą zejść pod ziemię. Strach zbytnio ich paraliżuje, nawet wtedy, kiedy mają wyrazić gniew obronny. Ich strach przed dopuszczeniem emocjonalnie kogokolwiek zbyt blisko siebie jest oczywisty. Wydaje się, że istnieje większe ry­zyko, iż ci mężczyźni doświadczą jakiejś formy uzależnienia seksual­nego, a nie seksualnej agresji. Ale ponieważ korzeniem obydwu jest niezdrowy gniew, granica między nimi w normalnym życiu nigdy nie jest tak wyraźna.

Gary jest dobrym przykładem mężczyzny ewidentnie bojaźliwego. Ma prawie czterdzieści lat i nigdy nie był żonaty. Chciałby być w związku z kobietą. Kiedy do mnie przyszedł, czuł się beznadziejnie załamany. Podczas całej pierwszej sesji Gary strasznie kręcił, dlaczego się ze mną umówił na spotkanie. Kiedy zasiadł do drugiej sesji, od razu zaczął od samej istoty sprawy, wyrzucając z siebie, że potrzebuje pomocy, bo jest uzależniony od seksu. „Chciałem to powiedzieć po­przednim razem, ale jeszcze nikomu tego nie mówiłem i nie mogłem wydusić z siebie słowa”, dodał.

Gary opowiedział mi, jak na początku szkoły średniej zaczął prze­glądać pornograficzne czasopisma, które zaspokajały jego potrze- l: by seksualne aż do czasu studiów. Pewnego dnia poszedł do salonu masażu erotycznego, co rozpoczęło zachowania, które z czasem tylko ; przybierały na sile. Cykl, który opisał, wyglądał tak:

Cykl można rozpocząć w dowolnym miejscu, ale spójrzmy naj­pierw na rozpacz i poczucie winy, które przeżywał Gary za każdym razem, gdy szedł na masaż erotyczny, albo później, gdy chodził do kina czy księgarni dla dorosłych. Był zdeterminowany, żeby przerwać to błędne koło, bo wiedział, że tak długo, jak tkwi w jego pułapce, nie będzie mógł na poważnie spotkać kobiety, nie mówiąc już o zdrowej z nią relacji. Stopniowo wina i rozpacz stają się zaabsorbowaniem, żeby „już nigdy więcej nie zrobić czegoś takiego”.

Kiedy Gary skupiał swoje myśli na tym, czego nie powinien robić, zaczynał myśleć o „zrobieniu tego jeszcze raz”. Walczył z tą obsesją, ale wydawało się, że im bardziej walczy, tym obsesja jest silniejsza, aż w końcu poddawał się i zaczynał „rytuał”, który zawsze prowadził do „zrobienia tego znowu”. Wsiadał do samochodu i krążył po okolicy, gdzie znajdowały się księgarnie dla dorosłych. Przejeżdżał obok jed­nej z nich przynajmniej trzy lub cztery razy, aż w końcu nagle, prawie mechanicznie, parkował i odkrywał, że jest w kinie, salonie masażu czy księgarni z pornografią. I wtedy cykl zaczynał się na nowo.

Co spowodowało, że zachowania seksualne Gary ego stały się nało­giem? Stephen Arterburn rozpoznał pięć elementów, które występują równolegle w uzależnieniu od seksu i innych formach uzależnienia:

  1. Uzależnienie postępuje. Gary zaczynał od przeglądania pornogra­ficznej prasy, a teraz, po ponad dwudziestu latach, widzi, że roz­wój jego zachowań seksualnych postąpił tak dalece, że nigdy by nie pomyślał, iż w ogóle mógłby się do czegoś takiego posunąć. Bez radykalnych zmian w życiu zachowania seksualne Garyego będą stawały się coraz gorsze. U każdej osoby dotkniętej jakąkolwiek for­mą nałogu, uzależnienie wzrasta na sile. Nigdy nie utrzymuje się na tym samym poziomie.
  2. Przy uzależnieniu wzrasta tolerancja. Każdy uzależniony zna terror wzrastającej tolerancji. Narkoman, który dziś wydaje dwadzieścia pięć dolarów dziennie, by zaspokoić głód, wkrótce będzie przezna­czał na narkotyki dwa razy tyle, wciąż więcej i więcej. Dlaczego? Po­nieważ w każdym uzależnionym wzrasta tolerancja na „narkotyk”, który zażywa, i potrzebuje coraz większych dawek, by utrzymać ten sam poziom satysfakcji. To, co dla Garyego było nie do pomyślenia jeszcze pięć lat temu, teraz mu już po prostu spowszedniało.
  3. Uzależnienie powoduje głód. Alkoholicy i narkomani, którzy nie mogą zdobyć środków, od których są uzależnieni, odczuwają bo­lesny głód. Ten głód ma głównie fizyczny charakter. Podobnie jest u osoby uzależnionej od seksu, choć w jej przypadku do głodu o charakterze ewidentnie fizycznym dochodzi głód emocjonalny, któremu towarzyszy silny niepokój, a nawet panika.
  4. Uzależnienie uruchamia schemat obsesyjno-kompulsywny. Widzie­liśmy już, jak determinacja Gary ego, by zaprzestać zachowań nało­gowych, prowadzi do obsesyjnych myśli na temat seksu. Obsesje te przyczyniają się ostatecznie do wystąpienia czynności kompulsywnych, których Gary w sobie nienawidzi. To prawie tak, jakby obser­wował samego siebie, kiedy doświadcza wewnętrznego przymusu, ale jest bezsilny, by to zachowanie powstrzymać.
  5. Uzależnienie wywołuje wstyd, rozpacz i poczucie winy. Skutek za­chowań seksualnych jest zawsze taki sam. Najpierw występuje krót­kotrwałe doświadczenie ulgi. Po nim pojawia się przytłaczające poczucie winy z powodu niewłaściwości tego aktu, rozpacz co do możliwości przerwania błędnego koła, i przytłaczający wstyd – że człowiek jest przesiąknięty złem aż do szpiku kości. Uzależniony może próbować znaleźć kogoś, kogo mógłby obwinić za swoje we­wnętrzne zło, ale cykl uzależnienia zawsze doprowadzi go do tych trzech uczuć – wstydu, rozpaczy i poczucia winy.

Korzeniem tego uzależniającego cyklu jest problem zarówno z bli­skością, jak i z gniewem. Wróćmy do naszych trzech podstawowych emocji, by zobaczyć, czy można wyznaczyć wspólny schemat uzależ­nienia seksualnego i seksualnej agresji.

Zacznijmy od schematu, który zilustrowaliśmy na przykładzie życia króla Saula. Z powodu problemów doświadczanych w relacji z ojcem, Saul miał zablokowaną zdolność do przeżywania gniewu w zdrowy sposób. Większość współczesnych mężczyzn boryka się z podobnymi kłopotami. Jeżeli ojciec był nieobecny w domu fizycznie albo emocjonalnie (znęcający się tyran albo milczący ojciec, duszą­cy gniew w sobie), mężczyźni (i kobiety) zmagają się z tym, by „się gniewać, a nie grzeszyć” (Ef 4,26). W tej walce strach przejmuje rolę dominującą w profilu emocjonalnym.

Przypomnijmy, że w rozdziale piątym mówiliśmy, iż strach jest przeciwieństwem miłości. Kiedy w naszych emocjach zaczyna do­minować strach, wewnętrzny konflikt, którego doświadczamy, bę­dąc pociągani w kierunku kogoś z miłością i jednocześnie odpychani od niego w strachu, wywrze ostatecznie negatywny skutek na naszą zdolność kochania. Ten negatywy wpływ będzie nas pchał w jednym z dwóch kierunków: albo nasza miłość stanie się miłością zależną, albo zaczniemy tworzyć sobie wewnętrzny fikcyjny świat idealnej mi­łości.

Ten wybór, którego wewnętrznie dokonujemy, zaczyna się w na­szym życiu bardzo wcześnie, prawdopodobnie w okresie, kiedy je­steśmy jeszcze nieświadomi tego procesu. Prześledźmy teraz każdą z tych ścieżek.

Miłość zależna

Kiedy miłość miesza się ze strachem, możemy mieć do czynienia z zależnym typem miłości. Ned opowiada, jak to się działo w jego przypadku w relacjach z kobietami: „Miałem obsesję na ich punkcie. Musiały być wobec mnie całkowicie lojalne. Na wiele sposobów nie­mal zadręczałem je swoim naleganiem, byśmy spędzali czas razem. Kiedy byliśmy osobno, stawałem się chorobliwie zazdrosny. Wiele z moich bójek brało się z podejrzeń, że jakiś gość próbuje poderwać moją dziewczynę”. To, co opisał Ned, działało tylko w jedną stronę, ponieważ kiedy jego dziewczyna zaczynała się dopytywać, gdzie albo z kim był, zaraz od niej odchodził. „Zostawiałem ją natychmiast, jak tylko zaczynała się zachowywać tak, jakbym był jej własnością. Nie przejmowałem się tym, bo zawsze miałem kogoś w zanadrzu”.

Ostatecznie zależna miłość Neda ustąpi miejsca obronnej formie gniewu. „Kiedy uważałem, że moja dziewczyna za dużo ode mnie oczekuje, skakaliśmy sobie do oczu. Oczywiście, to sprawiało, że nie widziałem nic złego w tym, żeby być z kimś innym”. Z czasem schemat zachowań Neda zaczął doprowadzać go do aktów agresji seksualnej, jak to widać na diagramie na stronie 133. Ned wiedział, że jest w tara­patach, bo jego działania w jakiś sposób wydawały mu się niewłaści­we, i to sprawiło, że przyszedł do mnie na rozmowę.

Miłość urojona

Problem Garyego zaczął się tak samo jak problem Neda, ale z ja­kiegoś powodu jego historia potoczyła się inaczej. Może to kwestia jego osobowości, a może splot innych czynników. Gary w pewnym momencie wybrał drogę wyimaginowanej miłości. Strach przed praw­dziwą relacją z kobietą doprowadził go do wytworzenia fikcyjnej wizji tego, jak miłość powinna wyglądać. Jedynym miejscem, gdzie mógł doświadczyć tego typu miłości, była jego własna wyobraźnia. Tylko tam mógł panować nad przebiegiem wydarzeń.

Wraz z tym, jak Gary wycofywał się do świata fantazji, treści por­nograficzne z czasopism, które czytał, stawały się coraz mniej po­budzające. Stopniowo zaczął eksperymentować z innymi formami perwersyjnych zachowań seksualnych. Odwiedzał gabinety masażu erotycznego, by tam dawać upust swoim fantazjom. W kinie dla do­rosłych, do którego regularnie uczęszczał, przeżywał swoje urojone wizje. W poszukiwaniu różnorodności fikcyjnych doświadczeń miło­snych, znalazł też kilka dobrze zaopatrzonych sklepów z filmami por­nograficznymi. Bez świadomości tego, co się dzieje, Gary przeszedł od zachowań perwersyjnych do uzależnienia seksualnego, jak to widać na diagramie na stronie 133. Jego strach przed bliskością z rzeczywi­stą kobietą był przewodnikiem na tej drodze.

Rola gniewu na każdej ze ścieżek

Zarówno Nedowi, jak i Garyemu, brakowało wiedzy i umiejęt­ności w posługiwaniu się gniewem w zdrowy sposób. Zdrowy gniew pomaga nam ustanowić granice własnego zachowania i zachowania osób wokół nas. Zawsze dotyczy on obu stron. Niezdrowy gniew do­tyczy tylko ciebie albo mnie – nigdy nas obojga. Zdrowy gniew zwią­zany jest z prawdą i sprawiedliwością, niezdrowy gniew z usprawie­dliwianiem postępowania. Zdrowy gniew zawsze szuka pojednania w procesie przebaczenia. Niezdrowy gniew żąda zemsty. Ani Ned, ani Gary nie byli w stanie sięgnąć po zdrowy gniew i praktykować go w swoim życiu.

Dla Neda gniew był sposobem zaspokajania swoich zachcianek. Dla Gary ego z kolei był czymś, czego chciał uniknąć za wszelką cenę. Żaden z nich nie wiedział, jak posługiwać się zdrowym gniewem, by stanowić skuteczne granice w swoim życiu. Ned uzewnętrzniał swój gniew przeciwko innym, odpychając ich od siebie, a Gary tłumił swój gniew przeciwko sobie samemu z powodu tych wszystkich okrop­nych rzeczy, które robił. Ned rozładowywał stres, uderzając w innych, Gary radził sobie ze stresem za pomocą zachowań seksualnych. Obaj musieli się wiele nauczyć na temat zdrowego użycia gniewu.

– S. Arterburn, D. Stoop, „Temperatura wrzenia. Jak zrozumieć gniew mężczyzn”, przeł. J. Kaniewski, Poznań 2014, s. 123-137.

(opublikowano: 8 października 2018)
Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam…