Niepokalana

O dysponowaniu ciałem przez niespełna rozumu głowę

· moje przemyślenia ·

«Żona nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jej mąż. Podobnie i mąż nie może swobodnie dysponować własnym ciałem, lecz jego żona. Nie uchylajcie się od współżycia małżeńskiego, chyba za wspólną zgodą i tylko na pewien czas, aby poświęcić się modlitwie.» (1Kor7,4n)

Na te słowa św. Pawła powołują się często małżonkowie, wskazując na to, że akt małżeński jest nie tyle przywilejem, co małżeńskim obowiązkiem. Co ciekawe, nawet u tych chłodniejszych w wierze, budzą one w przedziwny sposób religijną gorliwość, której brakuje im często w innych, ważniejszych sprawach.

Małżonkowie stają się od siebie współzależni. Jak mówi sam Chrystus: «Staną się dwoje jednym ciałem. I tak już nie są dwoje, ale jedno ciało.» (Mk10,8). Fakt, że żona ani mąż nie dysponują już sami swoim ciałem nie oznacza jednak, że druga osoba może je wykorzystywać w sposób instrumentalny. Władza nad ciałem drugiej osoby wynikająca z jedności i wyłączności małżeńskiej jest ściśle związana z odpowiedzialnością:

«Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. (…) Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie.» (Ef5,21-25)

Prawo do dysponowania ciałem drugiej osoby może wynikać tylko z miłości – okazania jakiegoś dobra, bądź ochronienia przed jakimś złem. Ma ono służyć zbawieniu ciała, a nie jego przedmiotowemu traktowaniu i używaniu. A jak dokładnie rozumieć dobro i zło? Nie inaczej jak rozumiał je Chrystus, wydając samego siebie za swój Kościół. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do szczegółów, powinien sięgnąć po Katechizm Kościoła Katolickiego, zanim stwierdzi, że na pewno Pan Bóg nie miałby nic przeciwko jego pomysłom.

Przysięga małżeńska stanowi zobowiązanie. A to znaczy, że od tego momentu można wymagać od drugiej osoby wywiązania się ze złożonych obietnic i przyrzeczeń. O ile sporo pojawia się w kontekście sakramentalnego małżeństwa dyskusji na temat zakresu władzy czy współżycia, tak o wiele mniej mówi się o obowiązkach jakie z niego wynikają. A podstawowym obowiązkiem jest modlitwa.

Wspólna modlitwa i realizowanie kapłaństwa powszechnego nie jest w małżeństwie sakramentalnym opcją. To jest bezwzględny obowiązek, którego zaniedbanie jest wyrazem zdrady złożonej przysięgi. Realizowanie ślubu miłości wymaga żywej relacji do źródła miłości jakim jest Bóg. Dotyczy to w szczególności męża, który ma być przecież głową, jak Chrystus. Czy można sobie wyobrazić Chrystusa, który się nie modli zarówno ze swoim Kościołem jak i za swój Kościół?

Brak bądź zaniedbanie modlitwy w małżeństwie sprawia, że jego sakramentalny wymiar przestaje być realizowany, a dary łaski z nim związane są odrzucane i deptane. Nie istnieje żadne usprawiedliwienie dla braku wspólnej modlitwy, dla braku realizowania przez męża powszechnego powołania do kapłaństwa i tej modlitwy prowadzenia. Trzeba powiedzieć jasno, że mąż który nie modli się z żoną i za żonę, łamie przysięgę małżeńską i swoje małżeństwo bezmyślnie niszczy. Tak też żony mają wszelkie prawo, a nawet obowiązek wymagania tego od swoich mężów. I jeśli obowiązek ten nie jest przez nich wypełniany, nie mają one żadnego powodu by dawać się kierować takiej niespełna rozumu głowie, której pomieszały się priorytety – a tym bardziej jej zachciankom, które nie tylko nie są wyrazem miłości, ale jej zaprzeczeniem.

– Adam Mateusz Brożyński, 22 czerwca 2019 r.

Zobacz też:

(opublikowano: 22 czerwca 2019 r.)