Niepokalana

Rady dla małżonków

· ekscerpcje z innych źródeł ·

Małżeństwo jest wielkim Sakramentem w Chrystusie i Kościele, mówi Apostoł. Sakrament ten jest czcigodny od wszystkich, [we wszystkich] i we wszystkim: to jest, wszechstronnie czcigodny. Czcigodny jest od wszystkich, bo nawet dziewice są mu winne pokorną cześć. Czcigodny jest we wszystkich, bo jest święty zarówno między ubogimi, jak między bogatymi. Czcigodny jest we wszystkim, albowiem jego początek i cel, i pożytki, i obrządek, i jego przedmiot – wszystko jest święte. Małżeństwo jest siejbą Chrześcijaństwa, napełniającą ziemię wiernymi, by zaludnić Niebo wybranymi. Zachowanie więc dobra małżeńskiego jest niezmiernej wagi dla dobra powszechnego, jest bowiem początkiem i źródłem wszystkich jego powodzeń.

Dałby Pan Bóg, żeby Jego najmilszego Syna wzywano na wszystkie gody weselne, tak jak Go wezwano na gody weselne w Kanie Galilejskiej, a wówczas nigdy nie zabrakłoby wina pociech i błogosławieństw. A jeżeli gdzieś tego wina brakuje, to dlatego, że tam na gody weselne na miejsce Jezusa proszą Kupidyna, a matkę Kupidyna na miejsce Matki Bożej.

Kto chce mieć jagniątka piękne i wzorzyste, powinien naśladując Jakuba pokazywać owcom piękne i wzorzyste różdżki. A kto chce mieć szczęście w małżeństwie, powinien przy małżeństwie wpatrywać się w piękność i godność tego Sakramentu. Ale zamiast tego, marnuje się najczęściej czas przygotowania do małżeństwa na tysiącznych nieporządkach w zabawach, w ucztach i hałasach. Cóż dziwnego, że i owoce z tego są nieporządne.

Nade wszystko upominam małżonków do wzajemnej miłości, którą im w Piśmie Świętym Duch Święty tak bardzo zaleca. O małżonkowie! Nie wystarczy powiedzieć wam: „Kochajcie się nawzajem miłością przyrodzoną” – bo temu i synogarlice podołają. Nie wystarczy powiedzieć wam: „Kochajcie się nawzajem miłością ludzką” – bo to i poganie umieją robić. Lecz mówię wam za wielkim Apostołem: O, mężowie, miłujcie żony wasze, jak Chrystus miłował Kościół. Żony, miłujcie swych mężów, jak Kościół miłuje swojego Zbawiciela. To Bóg sam przyprowadził Ewę do pierwszego ojca naszego, Adama i dał mu ją za żonę. Ten sam Bóg, Przyjaciele moi, Swoją niewidzialną ręką zawiązał święty węzeł waszego małżeństwa i dał was jedno drugiemu. Czemu więc nie kochacie się nawzajem miłością całkowicie świątobliwą, całkowicie świętą i całkowicie Boską?

Pierwszym skutkiem tej miłości jest nierozłączne złączenie waszych serc. Kiedy ktoś sklei dwa kawałki sosnowe dobrym klejem, złożą się one ze sobą tak mocno, że prędzej dadzą się rozłamać w innych swoich częściach niźli w tym złączeniu. A tu sam Bóg łączy męża z żoną i to we własnej Krwi, stąd złączenie Sakramentu Małżeństwa ma tę moc, że między małżonkami prędzej dusza ma się oddzielić od ciała niż mąż od żony lub żona od męża. A to złączenie nie ma się rozumieć tylko według ciała, lecz głównie według serca, przywiązania i miłości.

Drugim skutkiem miłości małżeńskiej winna być obopólna niezachwiana wierność. Dawniej pieczęcie były ryte na noszonych na palcu pierścieniach, o czym świadczy samo Pismo Święte. W tym tkwi wyjaśnienie obrzędu zachowywanego przy ślubie małżeńskim. Kościół Święty błogosławi ręką kapłana pierścień, a podając go naprzód mężowi, daje znać, że Sakramentem Małżeństwa wytłacza na jego sercu pieczęć i zamyka je, i żeby w to serce nigdy nie mogło wejść ani imię, ani miłość żadnej innej niewiasty, dopóki żyć będzie ta, która jest mu dawana za żonę. Następnie wkłada pierścień na rękę żony, żeby i ona wiedziała, że jej sercu nigdy nie wolno przyjąć miłości innego człowieka, dopóki żyć będzie ten, którego Pan nasz Jezus Chrystus daje jej za męża.

Trzecim owocem małżeństwa jest rodzenie i należyte wychowanie dzieci. O małżonkowie! Wielka to dla was cześć, że Bóg, chcąc przymnożyć dusz, które by mogły Go wielbić i błogosławić przez całą wieczność, czyni was współuczestnikami tak wzniosłego dzieła przez powołanie was do przysposabiania ciał, które On, jak rosą niebieską, ożywia duszami, stwarzając je w chwili, gdy je wszechmocnie do tych ciał sprowadza.

Zachowujcie więc, o mężowie, tkliwą, stałą i serdeczną miłość względem waszych żon. Dlatego bowiem niewiasta wydobyta została spod serca pierwszego człowieka, żeby ten umiłował ją serdecznie i czule. Słabszość ciała i umysłu waszych żon nie ma was w żaden sposób powodować do ich poniżania, ale raczej do słodkiego i miłosnego dla nich współczucia. Bo przecież Bóg stworzył je takimi po to, by zależąc od was oddawały wam więcej szacunku i czci, i byście mając je za swoje towarzyszki, byli jednak ich przewodnikami i głowami.

A wy, żony, miłujcie czule i serdecznie mężów danych wam od Boga, miłością jednak pełną czci i uszanowania – bo zaprawdę dlatego stworzył ich Bóg jako płeć mocniejszą i panującą. Chciał On, aby żona była zależna od męża, kość z jego kości, ciało z jego ciała, i aby była utworzona z jego żebra i wydobyta spod jego ramienia na znak, że ma być pod ręką i pod przywództwem męża. I całe Pismo Święte ściśle zaleca wam, żony, tę podwładność, którą jednak to samo Pismo Święte umila wam, nie tylko wymagając od was, abyście się jej poddawały z miłością, ale też nakazując mężom, by swej władzy nad wami używali z wielką ku wam miłością, czułością i słodyczą. Co Święty Piotr wyraził w tych słowach: Mężowie, współmieszkając wedle umiejętności, jako słabszemu naczyniu wyrządzajcie uczciwość.

Ale upominając was do coraz większej wzajemnej miłości, którą jesteście sobie winni, ostrzegam także, byście zwracali uwagę na to, ażeby ta wasza miłość nic przechodziła nigdy w żaden rodzaj zazdrości. Często bowiem bywa, że jak robak wylęga się w owocu najpiękniejszym i nąjdojrzalszym, tak zazdrość wyradza się z najczulszej i najtkliwszej miłości małżonków i toczy ją, i niszczy samą jej istotę, wszczynając niezgody i kłótnie i doprowadzając stopniowo aż do rozerwania.

Zaprawdę, zazdrość nigdy nie postanie tam, gdzie obopólna przyjaźń ugruntowana jest na prawdziwej cnocie. A zatem zazdrość jest niewątpliwą oznaką miłości całkowicie zmysłowej, niskiej i zbudowanej na cnocie mdłej, niestałej i skłaniającej się do podejrzliwości. Głupi to zapał przyjaźni, który chce się rozżarzać zazdrością. Bo jeśli zazdrość jest oznaką przyjaźni ognistej, to nie jest ona wcale cechą przyjaźni szlachetnej, pięknej, czystej i doskonałej. Bo doskonałość przyjaźni zasadza się na ufności w cnotę umiłowanego serca, a zazdrość pochodzi właśnie z nieufności.

Jeżeli chcecie, mężowie, by wasze żony były wam wierne, uczcie je wierności waszym własnym przykładem. Jakim czołem – mówi św. Grzegorz z Nazjanzu -możecie wymagać od waszych żon, żeby były wstydliwe, jeśli sami żyjecie bezwstydnie? Jakim czołem wymagacie od nich tego, czego im sami nie dajecie? Jeśli chcecie, żeby żyły w czystości, sami zachowujcie się względem nich w czystości. Jak mówi św. Paweł: aby umiał każdy z was naczynie swe trzymać w świątobliwości i uczciwości. Ale gdy sami własnym przykładem będziecie je uczyć oszukaństwa, cóż dziwnego, jeśli doczekacie się hańby z upadku waszych żon? Ale wy, żony, których cześć zależna jest od wstydliwości i uczciwości, strzeżcie pilnie swojej chwały i nie dopuszczajcie, by jakakolwiek lekkość ujęła z blasku waszej dobrej sławy.

Bój się, Filoteo, wszelkiego podejścia, chociażby najmniej na pozór znaczącego, i nigdy nie dopuszczaj do siebie żadnych zalotności. Ktokolwiek by przychodził chwalić twoją piękność i wdzięk, niech będzie dla ciebie podejrzany. Bo kto wychwala towar, którego nie może kupić, pragnie go zwykle dostać sposobem kradzionym. A jeśliby ktoś przy chwaleniu ciebie śmiał ganić przed tobą twojego męża, nieskończenie obrażałby twoją uczciwość. Bo wtedy byłoby widoczne, że nie tylko chce cię zgubić, ale że już cię ma za na wpół zgubioną, bo kto by się zniechęcił do pierwszego kupca, ten w połowie przyjąłby już drugiego.

W dawnych wiekach, tak samo jak w dzisiejszych, niewiasty zawieszały u swych uszu zausznice z licznych pereł, bo, jak mówi Pliniusz, doznawały miłego wrażenia, kiedy te, uderzając jedna o drugą, lekko dzwoniły. Ale ja, który wiem, że wielki przyjaciel Boży, Izaak, właśnie zausznice posłał czystej Rebece jako pierwszy datek miłości, myślę, że ta ozdoba ma znaczenie mistyczne, mówiące, że pierwszą cząstką, którą mąż ma mieć u żony, a której żona powinna wiernie mężowi dochować, jest ucho: żeby nie otwierało się ono na żadne inne mowy lub szepty, jak tylko na słodkie i miłe dzwonienie słów czystych i wstydliwych, które są drogimi perłami Świętej Ewangelii. Zawsze bowiem należy pamiętać, że jak trucizna ciał wchodzi przez usta, tak trucizna dusz – przez uszy.

Miłość i wierność małżeńska połączone razem rodzą wzajemną ufność i świętą poufałość. Dlatego Święci i Święte Pańskie, gdy żyli w małżeństwie, swobodnie używali wzajemnych pieszczot, czułych, serdecznych a czystych. Izaak i Rebeka, najczystsza para małżeńska Starego Zakonu, widziani byli w pieszczocie, po której, choć była bardzo uczciwa, Abimelech poznał, że nic byli oni bratem i siostrą, ale mężem i żoną. Wielki Święty Ludwik, równie surowy w karceniu swego ciała, jak czuły w miłości dla żony, był niemal ganiony za obfite dla niej pieszczoty; choć zasługiwał raczej na pochwałę za to, że umiał swój męski i wojenny umysł naginać do tych, tak potrzebnych do zachowania miłości małżeńskiej, drobnostek. Bo choć te małe oznaki czystej a niewinnej i szczerej przyjaźni same z siebie nie wiążą serc, to jednak je zbliżają i służą za miłą przyprawę wspólnego pożycia.

Św. Monika, brzemienna Augustynem, po wielokroć ofiarowała go Wierze chrześcijańskiej i na chwałę Bożą, jak on sam o tym świadczy, mówiąc, że jeszcze w żywocie swej matki zakosztował soli mądrości Bożej. Wielka to nauka dla żon chrześcijańskich, żeby ofiarowały Boskiemu Majestatowi owoc swojego żywota, zanim nawet jeszcze wydadzą go na świat. Albowiem Bóg, który przyjmuje dobrowolne ofiary pokornego serca, sprzyja zwykle dobrym uczuciom brzemiennych matek. Świadkami tego są: Samuel, Św. Tomasz z Akwinu, św. Andrzej z Fiesole i wielu innych.

Matka św. Bernarda, godna matka takiego syna, brała swe dzieci, gdy tylko się urodziły, na ręce i ofiarowywała je Jezusowi Chrystusowi, a od tego czasu kochała je z uszanowaniem, jako rzecz świętą, powierzoną przez Boga. Co tak szczęśliwie jej posłużyło, że cała siódemka jej dzieci była bardzo święta.

Ale gdy nowo narodzone dzieci zaczynają już poznawać i używać swojego rozumu, ojcowie i matki powinni dołożyć wszelkich starań, żeby wszczepiać w ich serce bojaźń Bożą’. Cnotliwa królowa Blanka, matka Świętego Ludwika króla, gorliwie spełniała przy nim len obowiązek, często mówiąc do niego: „O wiele bardziej wolałabym, moje drogie dziecko, patrzeć na twoją śmierć, niż na jeden choćby tylko twój grzech śmiertelny.” Które to słowa tak głęboko wryły się w duszę jej świętego syna, że jak sam opowiadał, nie było dnia w życiu, w którym by o nich nie wspomniał, z całego serca przykładając się, by tę Boską naukę jak najściślej w swoim życiu zachować.

Rodziny i pokolenia nazywają się w naszym języku domami, a i Hebrajczycy nazywali rodzenie dzieci wznoszeniem domów. W tym też znaczeniu powiedziano w Księdze Wyjścia, że Bóg zbudował egipskim niewiastom położnym domy – dla okazania, że nie na tym polega dobre budowanie domu, by weń wkładać wiele bogactw ziemskich, ale na tym, by dobrze wychowywać dzieci w bojaźni Bożej i w cnocie. Dla tego zaś celu nie należy szczędzić żadnego rodzaju pracy i starania, bo dzieci są koroną rodziców.
Św. Monika tak gorliwie i wytrwale ścigała złe skłonności Św. Augustyna, że goniąc za nim po lądzie i morzu, stała się daleko szczęśliwiej jego matką z łez – przez to, że go nawróciła – aniżeli nią była z krwi, przez to, że go powiła.

Św. Paweł niewiastom zostawia w udziale starania 0 dom. Dlatego też wielu słusznie uważa, że pobożność niewiast jest w rodzinie pożyteczniejsza niż pobożność mężów, którzy nie tak często przebywając w domu, nie mogą równie łatwo wdrożyć domowników do cnoty. Z tego też względu Salomon w swoich Przypowieściach opiera szczęście całego domu na pilności i staraniu niewiasty mężnej, którą opisuje.

Powiedziano w Księdze Rodzaju, że Izaak widząc, że jego żona Rebeka była niepłodna, modlił się za nią do Boga, przy czym w tekście hebrajskim napisano, że się modlił do Boga naprzeciw niej. Bo on modlił się z jednej strony modlitewni, a ona z drugiej – i dlatego modlitwa męża, jako podejmowana wespół z żoną, została wysłuchana.

Największą i najpożyteczniejszą związką miłości męża i żony jest święta pobożność, ku której nawzajem i na wyścigi powinni się dźwigać. Są owoce, jak pigwa, które ze względu na swą ostrość stają się smaczne jedynie w cukrze. Są inne, tak wątłe i miękkie, że jedynie w cukrze można je zachować, na przykład wiśnie i poziomki. Żony niech więc pragną tego, by ich mężowie byli przeniknięci cukrem pobożności, bo mąż bez pobożności jest zwierzęciem srogim, cierpkim i twardym.

I mężowie powinni sobie życzyć, by ich żony były pobożne, bo bez pobożności niewiasta jest bardzo ułomna i łatwo traci swą cnotę albo ją zaćmiewa.

Św. Paweł powiedział, że mąż niewierny poświęcony jest przez żonę wierną, a żona niewierna poświęcona jest przez męża wiernego. W tak ścisłym bowiem związku, jakim jest małżeństwo, mąż i żona mogą się łatwo nawzajem pociągać do cnoty. Ale jakież to błogosławieństwo, kiedy mąż i żona, oboje wierni, uświęcają się wzajemnie w prawdziwej bojaźni Bożej!

Na koniec znoszenie się wzajemne między małżonkami powinno być tak wielkie, żeby nigdy nie było między nimi gniewu i żeby nie powstała między nimi wada ani sprzeczka. Pszczoły nie zatrzymują się tam, gdzie odzywają się hałaśliwe echa. A i Duch Święty nie zamieszka w domu, w którym trwają uporczywe kłótnie, wzajemne przymawiania, wrzaski i niesforne spory.

Św. Grzegorz z Nazjanzu świadczy, że za jego czasów małżonkowie świętowali rocznicę ślubu. Bardzo byłbym rad, żeby ten obyczaj żył zawsze, byleby nie tym aparatem świeckich i zmysłowych zabaw, ale żeby mężowie i żony, w ten dzień wyspowiadani, przyjęli wspólnie Komunię Świętą i z większą niż zwykle gorącością ducha polecili Bogu powodzenie swego małżeństwa i odnowili postanowienie coraz większego uświęcania go wzajemną przyjaźnią i wiernością. Tym sposobem umacnialiby się w Panu naszym Jezusie Chrystusie na dźwiganie ciężarów swojego powołania.

O UCZCIWOŚCI ŁOŻA MAŁŻEŃSKIEGO

Łoże małżeńskie powinno być niepokalane, jak mówi Apostoł, to jest, wolne od bezwstydu i wszelkiej zmazy. Bo też święte małżeństwo było najpierw ustanowione w raju, gdzie nie było żadnej nieuczciwości i żadnego wyuzdania pożądliwości.
Jest nieco podobieństwa pomiędzy rozkoszami wstydliwymi a rozkoszami jedzenia: albowiem oba te rodzaje rozkoszy dotyczą ciała, chociaż tylko pierwsze z nich, z powodu właściwej sobie gwałtowności, nazywają się po prostu cielesnymi. To więc, czego o pierwszych wypowiadać nie mogę, objaśnię przez to, co powiem o drugich.

1. Jedzenie ustanowione jest dla zachowania nas przy życiu. A jak jedzenie używane tylko dla utrzymania i zachowania życia jest rzeczą dobrą, świętą i nakazaną, tak i to, co w małżeństwie potrzebne jest do wydawania dzieci i zachowywania i rozmnażania w ten sposób rodu ludzkiego, jest rzeczą dobrą i bardzo świętą, jako odpowiadające głównemu celowi małżeństwa.

2. Jedzenie nie dla utrzymania życia, a dla zachowania wzajemnej, należnej jednym od drugich, uprzejmości jest rzeczą bardzo sprawiedliwą i uczciwą. Podobnie wzajemne i godziwe udzielanie sobie w świętym małżeństwie rozkoszy cielesnych, św. Paweł nazywa powinnością małżeńską, i to powinnością tak wielką, że nie chce, aby jedna ze stron mogła – choćby nabożeństwem – wymawiać się od wypłacania tego małżeńskiego długu bez dobrowolnego zezwolenia na to strony drugiej. Dlatego też powiedziałem o tym osobne słowo w rozdziale o Komunii Świętej. A ileż bardziej jeszcze nie godzi się odmawiać powinności małżeńskiej z powodów błahych, dla błędnych wyobrażeń o cnocie albo też dla gniewów i dąsów.

3. Jak ci, co jedzą z obowiązku wzajemnej uprzejmości, powinni jeść z ochotą, a nie jakby z musu -owszem, nawet z oznakami przyjemności – tak i wzajemna wypłata długu małżeńskiego powinna być zawsze oddawana uprzejmie, wiernie i szczerze, a zawsze tak właśnie, jak w chęci i nadziei otrzymania dzieci, chociażby nawet, z jakichkolwiek bądź powodów, takiej nadziei nie było.

4. Jedzenie nie dla dwóch pierwszych powodów, a tylko dla dogodzenia żądzy jest rzeczą znośną, chociaż nie chwalebną, bo samo dogadzanie zmysłom nie stanowi chwalebności czynu i starcza zaledwie na jakie takie jego usprawiedliwienie.

5. Jedzenie nie dla samego dogadzania żądzy, lecz dla rozpusty i dla nadużycia, jest rzeczą mniej lub bardziej naganną, zależnie od stopnia takiego nadużycia i takiej rozpusty.

6. Nadużycie zaś w jedzeniu zależy nie tylko od nadmiaru pokarmu, ale i od sposobu jedzenia. Miód, choć tak właściwy pszczołom, może być jednak bardzo dla nich szkodliwy, gdy są nadmiernie lub w niewłaściwy sposób karmione; wówczas od nadmiaru chorują, a od niewłaściwego sposobu karmienia niekiedy nawet giną. Podobnie używanie małżeństwa, samo w sobie tak święte, sprawiedliwe, zalecone i dla społeczności ludzkiej pożyteczne, może się stać w niektórych przypadkach bardzo niebezpieczne dla duszy: czy to przez nadmiar w tym używaniu – co naraża duszę na liczne grzechy powszednie, które są jej chorobą-czy też przez tegoż używania niewłaściwość, co naraża duszę na grzech śmiertelny, a tym samym na śmierć.

Używanie małżeństwa niewłaściwe – to jest sprzeciwiające się porządkowi ustanowionemu dla rodzenia dzieci – jest grzechem bardziej lub mniej ohydnym, ale zawsze śmiertelnym, bo że rodzenie dzieci jest pierwszym i głównym celem małżeństwa, nigdy i dla żadnej przyczyny nie wolno zbaczać od ustanowionego w tym celu porządku, choćby nawet przy wyraźnej brzemienności albo niepłodności, w których to przypadkach stosunek cielesny w małżeństwie nie przestaje być sprawiedliwy i święty, bo nie zbacza od porządku zapłodnienia, nakazanego pierwotnym celem małżeństwa.

Niecne i ohydne zachowanie się Onana w małżeństwie było przed Bogiem wielką obrzydliwością, jak to czytamy w Piśmie Świętym w Księdze Rodzaju w rozdziale 38. A chociaż niektórzy kacerze naszego wieku, stokroć gorsi od cyników (o których w wykładzie Listu św. Pawła do Efezjan opowiada Święty Hieronim), tłumacząc rzecz po swojemu utrzymują, że Bogu nie podobał się sam tylko zły zamiar Onana, to jednak Pismo Święte mówi inaczej i najwyraźniej zapewnia nas, że i sam czyn tego złośnika był obmierzły i obrzydliwy przed Bogiem.

7. Jest znakiem umysłu płaskiego, nikczemnego, niecnego i szkaradnego, jeśli ktoś przed jedzeniem rozmyśla o tym, co będzie jeść; a jeszcze bardziej, jeśli ktoś po jedzeniu wspomina zjedzone już przysmaki, jeżeli myśli i rozprawia o nich, i w nich się lubuje, jak to robią obżartuchy, co przed obiadem myślami kręcą rożny, a po obiedzie ścigają nimi półmiski, godni zaiste być kuchennymi stróżami i pomywaczami, bo bogiem ich – żeby użyć wyrażenia Św. Pawła- jest brzuch. Ludzie zacni zajmują się stołem tylko przy stole, a po zjedzeniu myją ręce i wypłukują usta, żeby nie pozostał im ani smak, ani zapach tego, co zjedli.

Słoń jest bydlęciem ze wszystkich najszlachetniejszym. Przytoczę tu jeden szczegół dowodzący uczciwości jego obyczajów. Nie zmienia on nigdy samicy, a chociaż jest do niej bardzo przywiązany, to jednak tylko raz na trzy lata – i to tylko przez pięć dni -przebywa z nią na osobności, by ją zapłodnić, i to tak skrycie, żeby nikt tego nie widział; szóstego dnia spieszy do wody, żeby się w niej wykąpać i dopiero wtedy wraca do swojej trzody. Wielka to zaleta, godna zaiste tego, żeby i ludzie żyjący w stanie małżeńskim o niej pamiętali, by nie przywiązywali się do cielesnych rozkoszy, do których w granicach uczciwości małżeńskiej mają pełne prawo, i by po doznaniu tych rozkoszy obmywali z nich czym prędzej swe serca, ażeby czystym i swobodnym umysłem móc wypełniać bardziej czyste i wzniosłe ze swych obowiązków.

Na tej przestrodze polega dokładne zachowanie lej doskonałej nauki, jakiej udzielił Koryntianom św. Paweł, pisząc do nich: Czas krótki jest, niechże i którzy żony mają, będą jakoby nie mieli. Według św. Grzegorza zaś, ma żonę, jakby jej nie miał, ten, kto tak zażywa z nią rozkoszy ciała, że go to wcale nie odwraca od zajęć właściwych jego stanowi i od pobożności. A co się tu mówi o mężu, tak samo stosuje się i do żony.

I mówi ten sam Apostoł: A którzy używają świata tego, niech będą jakoby nie używali. Niech więc wszyscy używają świata, przy czym każdy według swojego powołania i w taki sposób, żeby do świata się nie przywiązując, był zawsze swobodny i pochopny do służenia Bogu i taki, jakby tego świata w ogóle nie używał. Św. Augustyn powiada, że wielkim złem człowieka jest to, że rzeczom, których wolno mu tylko używać, on się oddaje, natomiast rzeczy, którym powinien się oddawać, tylko używa. Powinniśmy być oddani rzeczom duchowym, a rzeczy zmysłowych tylko używać. A kiedy, nieostrożni, od używania rzeczy zmysłowych przechodzimy do zupełnego oddawania się im, wówczas, niestety, nasza dusza rozumna przechodzi w duszę zwierzęcą i bydlęcą.

Myślę, że powiedziałem wszystko, co chciałem In powiedzieć i że dałem do zrozumienia wszystko, co mu sialem zamilczeć.

RADY DLA WDÓW

Św. Paweł naucza wszystkich biskupów, mówiąc do Tymoteusza: Szanuj wdowy, które prawdziwie są wdowami.
Ażeby prawdziwie być wdową, potrzeba następujących rzeczy.

1. Ażeby wdowa była prawdziwie wdową, trzeba, by była nią nie tylko ciałem, ale i sercem; to jest, by niezłomnym postanowieniem postanowiła zachować sic w stanie wiecznego wdowieństwa. Bo wdowy tymczasowe, to jest czekające na okazję wejścia w nowy ślub małżeński, są odłączone od mężów tylko ciałem, ale wolą serca są z nimi złączone.

Jeżeli prawdziwa wdowa zechce dla utwierdzenia się w stanie wdowieństwa uczynić Bogu ślub czystości, przyda swojemu wdowieństwu wielkiej ozdoby i bardzo zabezpieczy swoje postanowienie. Bo wiedząc, że po takim ślubie nie wolno jej utracić czystości bez utraty Nieba, będzie tak strzegła swojego postanowienia, że nawet na chwilę nie pozwoli ostać się w swoim sercu najmniejszej myśli o małżeństwie. Święty ten ślub założy bowiem mocną przegrodę pomiędzy jej duszą a wszelką myślą przeciwną jej postanowieniu.

Święty Augustyn bardzo zaleca chrześcijańskim wdowom ten ślub czystości. A starożytny nauczyciel w Kościele, Orygenes, idzie jeszcze dalej, doradzając, by żona ślubowała tę wdowią czystość jeszcze za życia męża: ażeby mocą takiego uprzedzającego ślubu miała usługę wdowieństwa już w małżeństwie.

Ślub czyni milszymi Bogu nas i nasze sprawy, umacnia nas do cnoty i ofiarowuje Bogu nie tylko uczynki cnoty, które są jakby owocami naszej dobrej woli, ale ponadto oddaje Mu samą naszą wolę, która jest jakby drzewem wszystkich naszych uczynków. Zachowując czystość, ofiarowujemy Panu Bogu tylko nasze ciało, bo nie zrzekamy się naszej wolności, ślubując natomiast czystość, ofiarowujemy się Bogu na tę cnotę w sposób zupełny i nieodwołalny, z wyrzeczeniem się wszelkiego prawa do zmiany tego postanowienia, tym zaś sposobem oddajemy się w najszczęśliwszą niewolę Temu, któremu służyć jest rzeczą lepszą, niż królować.

Zgadzając się najzupełniej na radę wspomnianych dwóch Ojców, życzyłbym wszystkim duszom pobożnym, które by chciały poślubić się Bogu wedle tej rady, żeby najpierw roztropnie i święcie zbadały swoje serce, a potem zasięgnęły rady roztropnego i pobożnego spowiednika, aby w ten sposób to ich postanowienie – pod wpływem natchnienia Bożego poczęte i za łaską Bożą dokonane – było stateczne i bardziej pożyteczne.

2. Potrzeba przy tym, żeby to wyrzeczenie się nowych ślubów małżeńskich było czynione jedynie w tym celu, by z większą czystością zwrócić wszystkie uczucia serca do Boga, i by w pełni złączyć swoje serce z Jego Sercem. Bo jeśliby wdowę zatrzymywał we wdowieństwie wzgląd na większą zamożność dzieci lub na jakąś inną światową marność, to mogłaby ona mieć stąd chwałę u ludzi, ale nie u Boga, przed którym na prawdziwą pochwałę nie może zasłużyć nic innego, jak tylko to, co się robi dla samego Boga.

3. Żeby wdowa była prawdziwie wdową, potrzeba ponadto, by się odłączyła i dobrowolnie odwrócili od pociech światowych. Bo która w rozkoszach jest, mówi św. Paweł, żyjąc, umarła jest. Chcieć być wdowi) i lubić odbierać hołdy i grzeczności, uczęszczać na bale, na tańce, na uczty, piększyć się, stroić, zlewać i okładać wonnościami – to być wdową żyjącą jeszcze w ciele, ale już umarłą na duszy. Co to za różnica, czy marny a wabiący strój będzie z piór, czy z krepy zaciągniętej wokół twarzy niby misternie zarzucona sieć? Owszem, czarny kolor często dogadza próżności przez to, że bardziej uwydatnia biel ciała! Wdowa, wyuczona sztuki podobania się mężowi, jest też zręczniejsza od panny w zastawianiu sideł i przynęty. Bawiąc się więc takimi płochościami wdowa, choć żyje, jest już umarła i właściwie mówiąc, jest tylko bałwanem wdowieństwa.

Czas obcinania winnic już przyszedł: głos synogarlicy słyszany jest w ziemi naszej. Czytamy te słowa w Pieśni nad pieśniami. Obcinanie latorośli światowych potrzebne jest każdemu, kto chce żyć pobożnie; ale nade wszystko potrzebne jest prawdziwej wdowie, która jak czysta synogarlica dopiero co płakała, jęczała i lamentowała nad utratą męża.

Kiedy Noemi owdowiawszy powróciła z Moabu do Betlejem, niewiasty, które ją znały w początkach jej małżeństwa, pytały pomiędzy sobą: Tac to jest Noemi? Ale ona powiedziała: Nie zowcie mnie Noemi (to jest piękną), ale mnie zowcie Mara (to jest gorzka), boć mię gorzkością bardzo napełnił Wszechmogący. A mówiła to dlatego, że straciła męża. Tak i wdowa pobożna nie chce, żeby ją nazywano i uznawano za piękną i bogatą we wdzięki, ale wystarcza jej, by była tym, czym chce ją mieć Bóg – to jest pokorną i gardzącą sobą.

Lampy gorejące olejem wonności, gdy zgasną, jeszcze obficiej roztaczają wokół siebie swą woń. Tak samo wdowy, których miłość była w małżeństwie czysta i wonna jak balsam, gdy ich światło ze śmiercią męża zagasło, wydają w swoim życiu obfitszą jeszcze woń cnoty i czystości. Kochać męża za życia to cnota dość pospolita między żonami; ale kochać go tak, żeby i po jego śmierci nie pragnąć innego – to stopień miłości właściwej tylko tym, które są prawdziwie wdowami. Mieć nadzieję w Bogu, dopóki podporą jest żonie mąż, nie jest rzeczą rzadką; ale ufać Bogu, gdy się jest tej podpory pozbawioną – to rzecz godna wielkiej chwały. I dlatego to właśnie w czasie wdowieństwa ujawnia się stopień doskonałości cnót posiadanych w małżeństwie.

Wdowa, której dzieci potrzebują jej troskliwości i posług, zwłaszcza w tym, co dotyczy ich duszy i losu, nie może i w żaden sposób nie powinna ich opuszczać; albowiem św. Paweł Apostoł mówi wyraźnie, że wdowy są zobowiązane do tych starań dla wywdzięczenia się swoim rodzicom. Tym bardziej, że kto by nie miał starania o swoich, a zwłaszcza o swojej rodzinie, jest gorszy od poganina. Ale gdy dzieci są już w stanie prowadzić się same, wtedy wdowa powinna zebrać wszystkie swoje myśli i uczucia, by tym swobodniej zwrócić je do postępu w miłości Bożej.

Jeżeli konieczność nie zmusza sumienia prawdziwej wdowy do kłopotów zewnętrznych, jakimi są zatargi prawne, to radzę jej całkowicie ich unikać, a szukać spokojniejszego zarządzania swoją majętności;), chociażby ten drugi sposób nie wydawał się korzystniejszy. Bo trzeba by bardzo wielkich korzyści z takiego kłopotu, żeby mogły one choć w części zrównoważyć utratę wielkiego dobra świętej spokojności. A przy tym pozwy i spory rozpraszają serce i często otwierali drogę nieprzyjaciołom cnoty czystości, jeśli dla przypodobania się tym, których się do podobnych spraw potrzebuje, podejmuje się zabiegi często niepobożne i Bo gu niemiłe.

Modlitwa ma być ciągłym ćwiczeniem wdowy. Bo nie mając już mieć miłości dla nikogo prócz Boga, po winna też i słów nie mieć dla nikogo prócz Boga. A jak żelazo, któremu obecność diamentu przeszkadza złączyć się z magnesem, łączy się z nim tym silniej, gdy diament zostanie zabrany, tak i serce wdowie, które nie mogło swobodnie wzlatywać do Boga i rozpływać się w miłości Bożej za życia męża, powinno zaraz po jego śmierci pobiec prędko za wonnością Niebieską, jakby mówiąc z Oblubienicą z Pieśni nad pieśniami: O, Panie, teraz, gdy cała należę do siebie, przyjmij mnie za Swoją, pociągnij za Sobą, a biec będę za wonnością olejków Twoich.

Cnoty właściwe świętej wdowie, w których ma się ona ćwiczyć, to: doskonała skromność, wyrzeczenie się zaszczytów, wielkości, licznego towarzystwa, tytułów i wszelkiego rodzaju próżności, posługiwanie ubogim i chorym, pocieszanie strapionych, przyuczanie panienek do życia pobożnego i dawanie młodym niewiastom przykładów wszystkich cnót. Potrzeba i prostota to dwie ozdoby jej stroju; pokora i miłosierdzie – dwie ozdoby jej czynów; uczciwość i dobrotliwość – dwie ozdoby jej rozmów; skromność i wstydliwość – dwie ozdoby jej oczu; a Jezus Chrystus ukrzyżowany -jedyna miłość jej serca. Jednym słowem: prawdziwa wdowa jest w Kościele Bożym fiołkiem marcowym, wydającym niewymowną słodycz wonią pobożności, ukrywającym się prawie zawsze pod szerokimi liśćmi pokory i swoją ciemniejszą barwą zaświadczającym o umartwieniu. Rośnie ten kwiat w miejscach świeżych i nie uprawianych, żeby uniknąć zgiełku towarzystw świeckich i żeby tym bezpieczniej ochronić świeżość serca przed upałem, którym grozi pożądanie ziemskich dóbr, ziemskiej czci i ziemskiej miłości. Błogosławiona będzie, mówi Apostoł, jeśli taką wytrwa.

Wiele miałbym jeszcze do powiedzenia w tej sprawie, ale wszystko powiem, gdy powiem, żeby wdowa dbająca o cześć swego wdowieństwa czytała z uwagą piękne listy wielkiego Świętego Hieronima do Furii i Salwii i do innych niewiast, które miały szczęście być córkami duchowymi tak wielkiego ojca; nic bowiem nie można już dodać do tego, co on im powiedział. Chyba tylko tę jedną uwagę, że prawdziwa wdowa nie powinna nigdy ani ganić, ani się dąsać na tych, którzy po raz drugi i trzeci, i czwarty zawierają małżeństwa, bo w niektórych przypadkach Bóg zrządza tak dla większej Swojej chwały.

A zawsze trzeba mieć przed oczyma tę dawną w Kościele Bożym naukę: że i wdowieństwo, i dziewictwo nie inne otrzymują miejsce w Niebie, jak tylko to, które im tam wyznaczy pokora.

SŁOWO DO DZIEWIC

O dziewice! To jedno słowo mam do was, bo resztę tę gdzie indziej znajdziecie. Jeżeli myślicie o małżeństwie doczesnym, zachowujcie pilnie pierwsze uczucie serca dopiero dla męża. Uważam za wielkie oszustwu, gdy zamiast serca zdrowego i świeżego daje się serce zaniepokojone już miłościami, zwiędłe i zużyte. Ale jeśli szczęsna dola woła was do przeczystych dziewiczych ślubów duchownych, jeśli na zawsze pragniecie zostać dziewicami – przebóg, jak najtroskliwiej chowajcie swą miłość dla waszego Niebieskiego Oblubieńca, który będąc Samą Czystością w czystości się kocha, i któremu należą się pierwociny wszystkich rzeczy, ale miłości przede wszystkim.

Listy św. Hieronima dostarczą wam wszystkich potrzebnych przestróg. A ponieważ jest wam potrzebne posłuszeństwo, wybierzcie przewodnika, pod które go kierunkiem będziecie mogły bardziej święcie oddać i poświęcić Bogu wasze serce i ciało.

św. Franciszek Salezy, „Filotea”, Warszawa 2003, s. 260-280.

(opublikowano: 8 kwietnia 2015 r.)