Facebook Info

Symbol początku

( ekscerpcje z innych źródeł )

Symbol początku obdarzony jest mocą poruszającą człowieka. C. G. Jung wielokrotnie powtarzał, że każdy symbol istotny jest nie tylko ze względu na to, skąd pochodzi, ale również na to, do czego nas prowadzi, co pozwala odkryć o sobie i jak rzutuje człowieka w przyszłość. Żaden początek nie wydaje się być czysty, ale zawsze osadzony w kontekście, poprzedzony wydarzeniami, które wpływają na jego interpretację.

Mogłoby się zatem wydawać, że po przestudiowaniu początków uniwersalnych, obiektywnych, którymi zajmuje się psychologia rozwoju człowieka w biegu życia, wreszcie trafimy na początek początków, jaki stanowi pierwszy psychologiczny fakt z życia: poczęcie. Jednak sytuacja narodzin jest opatrzona kulturowym skryptem znaczeń, naleciałościami interpretacyjnymi poprzednich pokoleń, które wpływają na charakter i konsekwencje tego wydarzenia, wraz z indywidualnym wyczekiwaniem, sytuacją materialną, społeczną, czy biologicznym balastem treści zawartych w chromosomach, skumulowanych przez poprzednie pokolenia oraz ewolucyjnych przodków człowieka. Historia nowonarodzonej istoty ludzkiej nie zaczyna się w momencie przyjścia na świat również dlatego, że bliscy często mają wobec niej plany i oczekiwania, które później mogą zamienić się w presje i naciski. Nie bez powodu jednak literaturę z dziedziny psychologii rozwoju człowieka w biegu życia przepełniają opisy początków, począwszy od narodzin, przez pierwsze słowa, kroki, dni w szkole, pracy, pierwsze przyjaźnie, związki oraz pierwsze doświadczenia sytuacji granicznych, takich cierpienie i śmierć.

Nie próbuję zanegować roli symbolu początku w życiu człowieka, przeciwnie, chciałabym uwypuklić jego sens. Nośne w jego symbolice jest to, że człowiek pomimo balastu przeszłości i tego, co go determinuje, potrafi zdystansować się od samego siebie i zauważyć w czymś początek… przyszłości. Początek wyrasta na gruncie przeszłości, ale dzięki możliwości spojrzenia w przyszłość, wykroczenia przez człowieka poza to, czym jest, czym się stał, nie jest sprowadzalny do tej perspektywy, jak pisał Jung: «życie jednostki określają zarówno cele, jak i przyczyny». Człowiek może twórczo nakreślić sobie początek, zależnie od celu, ku któremu zechce zmierzać, choć przynajmniej częściowo przeszłość determinuje i ogranicza możliwości rzutowania się przez człowieka w przyszłość. Pozornie te same obiektywne warunki lub sytuacje zewnętrzne mogą być przekształcane na różnorodne sposoby przez każdego z nas, właśnie ze względu na to, że każdy człowiek ma indywidualną przeszłość tworzącą kontekst jego osoby oraz wyjątkowe sobie spojrzenie na własną przyszłość, pozwalające mu przekroczyć zastany kontekst. Człowiek posiada również umiejętność zdystansowania się wobec siebie samego, choć jak uczulał podczas jednego ze swoich wykładów Jung, jego próby mają swoje ograniczenia: «głowa to tylko jeden kraniec – z tyłu za świadomością wlecze się długi „ogon” historyczny wahań i słabości, kompleksów, przesądów i dyspozycji dziedzicznych, a mimo to próbujemy uregulować nasz rachunek w życiu, nie uwzględniając ich».

Synonimiczną myśl można odnaleźć u wielu innych autorów, w tym u Antoniego Kępińskiego, który napisał, że «człowiek idąc w przyszłość nie może wyzbyć się swego bagażu przeszłości». Jak widać początki to nie tylko szanse, ale i próby radzenia sobie z zagrożeniami, z zastanym porządkiem. Początki obarczone są ciężarem przeszłości i wynikającymi z niego przyzwyczajeniami psychicznymi. Twórczość związana z wieloznacznością sensów nadawanych budowanym przez człowieka początkom, lub takim, które na niego niejako spadają z zewnątrz, jest częściowo ograniczona również przez to, że «zawsze i wszędzie jesteśmy ludźmi, którzy nigdy nie powinni zapominać o tym, że nosimy ze sobą brzemię bycia-tylko-ludźmi», o czym przypominał Jung w „Życiu symbolicznym”.

Sylvia Plath napisała kiedyś: «jakże dobrze byłoby, gdyby na to wszystko mogło spaść zapomnienie jak wielki całun śniegu. Ale te przeżycia stały się częścią mojej istoty. Są krajobrazem, w ramach którego przyszło mi żyć». W życiu, jak w „Szklanym kloszu”, nie ma czystych początków, co czasami niesie ze sobą trudność wyswobodzenia się z przeszłości. Można zaobserwować to zwłaszcza wtedy, gdy zmienia się obiektywna sytuacja, a człowiek psychicznie nadal porusza się w przeszłości, bądź odwrotnie: człowiek przeżył psychiczny początek, a sytuacja obiektywna się nie zmieniła. W pierwszym przypadku, aby osiągnąć prawdziwy psychiczny początek musi przestać widzieć przeszłość jako teraźniejszy krajobraz, musi odciąć się od tego, co było. Tu z pomocą przychodzi symbolika początku, obdarzona siłą, pozwalająca oderwać się od „starego życia” i zacząć nowe. W drugim przypadku symbolika początku może pomóc przeorganizować człowiekowi jego funkcjonowanie w rzeczywistości zewnętrznej, lub zmienić ją.

Według Junga przeszłość stanowi jedną z konstytuujących nas orientacji czasowych i wpływa na kształt naszej przyszłości. Na szczęście przeszłość nie determinuje nikogo w sposób ostateczny dzięki drugiej perspektywie czasowej, ku której człowiek może się zwrócić i którą jest przyszłość. Czym będzie początek, którego nadejście odczuje się psychicznie, zależy w znacznym stopniu od każdego z nas, od tego co z nim zrobimy, jakie nadamy mu znaczenie, w jaki sposób zinternalizujemy go w sieć znaczeń swojego życia lub jak zdekonstruujemy tę sieć i stworzymy nową ze względu na początek. Jeśli człowiekowi przydarzyło się coś, co go zdruzgotało, wyczerpało, bądź częściowo zniszczyło go w przeszłości, ciężko będzie mu stanąć na nogi w teraźniejszości i odnaleźć w sobie siłę, by rzutować siebie w przyszłość, o ile nie pozwoli sobie otworzyć się na wyzwalającą siłę początku, na wejście w pozycję dystansu wobec dotychczasowo przeżytego przez niego życia. Początek pozwala człowiekowi pomyśleć, że nie jest swoją przeszłością, nie jest do niej sprowadzalny, że wykracza i może wykraczać poza nią i jest sobą również o tyle, o ile nieustannie odkrywa kim może stać się w przyszłości. Antoni Kępiński pisał, że «zmiana nieznanego w znane, przyszłości w przeszłość, wymaga wysiłku i odwagi […], a życie polega na ekspansji w przyszłość». Co więcej, dodał że «człowiek jednak musi się czuć mocniejszy niż oczekująca go nieznana przyszłość, musi być przekonany, że ją zwycięży, a nie sam przez nią zostanie zwyciężony. Inaczej bowiem wycofałby się z kroczenia w przyszłość, tkwiłby w czasie teraźniejszym i przeszłym, przyszłość przedstawiałaby się dla niego w postaci czarnej ściany, tak jak to się dzieje w depresji». Jak widać polski psychiatra potwierdził intuicję Junga, że na to kim człowiek jest teraz i jakie są jego możliwości, oddziałują silnie dwie pozostałe perspektywy: przeszłość oraz przyszłość. Ta druga odsłania horyzont możliwości, jak i zagrożeń, które potencjalnie wiążą się z początkiem.

Kilka miesięcy temu obejrzałam film Dana Kwana oraz Daniela Scheinerta, pt. „Człowiek-scyzoryk”, który opowiada historię psychicznego początku powrotu człowieka do życia i który, jak uświadomiłam sobie podczas zajęć z treningu psychologicznego, jest dla mnie metaforą mojego osobistego początku. Pierwsze zajęcia z treningu psychologicznego, poświęcone początkowi właśnie, wstrząsnęły mną i pozwoliły mi dokonać w moim życiu pewnych zmian, pozwoliły mi uwierzyć, że nowy dobry początek jest możliwy, po prostu czasami wymaga drastycznych kroków, żeby zmienić swoje otoczenie i zbudować w nim relacje według nowego poczucia siebie. Czasami taki początek oznacza odcięcie się od trudnych aspektów i więzi w życiu. W pierwszej scenie „Człowieka-scyzoryka” główny bohater próbuje powiesić się na bezludnej wyspie, mogącej symbolizować poczucie zupełnej alienacji oraz w szerszym rozumieniu całość życia psychicznego bohatera. Nagle bohater (Hank), dostrzega, że woda wyrzuciła na brzeg drugiego człowieka. Hank, uwalnia się z pętli i podbiega do leżącego na brzegu człowieka. W tym momencie okazuje się, że Manny, wyrzucony przez fale na wyspę jest martwy. Choć Manny jest dosłownie trupem, symbolicznie może reprezentować to, co zmarło w Hanku, który tknięty tym nieoczekiwanym pojawieniem się drugiego człowieka postanawia odbyć podróż przez las na wyspie, zabierając ze sobą zwłoki i nawiązując z nimi relację. „Człowiek-scyzoryk” to film o skrajnym wyobcowaniu, uczeniu się wszystkiego, włącznie z odczuwaniem, na nowo, o początku emocjonalnego przebudzenia. Podróżujący przez las Hank uczy Manny’ego wszystkiego, czego chciałby nauczyć siebie, ale zabrnął w tak przerażający stan umysłu, że nie jest w stanie zrobić tego bezpośrednio. Relacja Hanka z Mannym wydaje się być przede wszystkim relacją głównego bohatera z samym sobą, w końcu to, co rodziło się w trupie, co mogło się w nim pojawić, było wyłącznie tym, co Hank sam tam umieścił, co dał z siebie. To również film o uczeniu się samego siebie od początku, po dobrnięciu do ściany, do miejsca, z perspektywy którego pozostają człowiekowi tylko dwa rozwiązania: czekać na śmierć, albo zbudować się od nowa, pozwolić sobie na początek.

Rozpoznałam w tym aspekcie filmu własną historię. Kiedy chorowałam na depresję i było mi już ostatecznie i beznadziejnie źle, to tak, jakby coś we mnie umarło. Tkwiło we mnie później, nieco zgniłe, aż nie chciałam mieć z tą częścią siebie kontaktu. Tymczasem, żeby wrócić do świata, musiałam przestać przed tym uciekać, okazując sobie wyrozumiałość, spróbować zaopiekować się sobą, nauczyć się siebie od początku. Aż z czasem to właśnie ta nadniszczona część stała się częścią, która dała mi najwięcej i którą zaczęłam kochać. Czasami początek stanowi sytuacja, która stwarza poczucie jakby otwierania oczu po raz pierwszy i tym samym odnajdywania się w innym, nowym świecie, w takim momencie i czasie, który wykracza poza pojedynczość chwili, przekracza tu i teraz. Jest to początek, który może przynieść rany niegojące się przez lata, cierpienie psychiczne, ale może też przynieść antidotum pozwalające odciąć się od traumatycznych wydarzeń. Z takim dobrym początkiem może czasami wiązać się strach, jakby poczucie, że zaraz nadleci kometa, która wszystko zniszczy i pozostawi po sobie jedynie zgliszcza. Ludzie, którzy doświadczyli istotnej straty w swoim życiu mogą bać się nowych dobrych rzeczy, a zwłaszcza dobrych początków, ponieważ wiedzą jak to jest, kiedy się coś traci. Wiedzą, jakim przerastającym doświadczeniem może okazać się utrata tego, do czego się przywiązało. Poczucie lęku może dopaść na przykład osobę, która doświadczyła przemocy seksualnej, kiedy wreszcie po latach poczuje dotyk, który jej nie sparaliżuje, nie wywoła niepokoju, nie doprowadzi do ataku paniki. Kiedy nadejdzie pierwszy w jej życiu moment, początek, który pozwoli jej porzucenie dystansu. Dystans wydaje się łatwiejszy, ale szybko przynosi uczucie pustki. Początki czucia są za to trudne, trzeba nauczyć się w nich poruszać, nie wstydzić się, pokochać się, zaakceptować, że przyjdą też rozczarowania. Trzeba otworzyć się i uwrażliwić na symbol początku, pozwolić mu, jak horyzontowi, wytyczyć sobie drogę, która może przynieść odmianę i psychiczne uzdrowienie, często nieodzownie wiążące się z początkiem.

– Anna Starowicz, „Symbol początku”.

(opublikowano: 20 lipca 2018)
Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam…