Niepokalana

Teoderet o leczeniu chorób duszy

· ekscerpcje z innych źródeł ·

Istnieje medycyna ciała, istnieje też lecznictwo duszy, bo i ona, podobnie jak ciało doznaje wielu chorób; choroby ciała wszelako są niezależne od woli, natomiast choroby duszy w całej pełni wynikają z wolnego wyboru. Bóg przeto, jako istota ze wszech miar mądra oraz jako Stwórca dusz, ciał i wszystkich rzeczy, dobrze o tym wie, i dlatego obydwu naturom – ciału i duszy – udzielił odpowiednich lekarstw, a ponadto ustanowił lekarzy: jednych wykształcił w tej, a drugich w innej wiedzy, oraz rozkazał im przewodzić i zwyciężać w walce z chorobami.

Ludzie chorzy na ciele nienawidzą choroby i pragną zdrowia, dlatego też powierzają się lekarzom, i to nie tylko takim, którzy podają łagodne lekarstwa, ale i tym, którzy kroją ciało, przypalają je ogniem, nakazują głodówkę albo podają puchary pełne gorzkich i niesmacznych specyfików. Kiedy zaś wskutek takiej terapii chorzy odzyskają zdrowie, płacą owym uzdrowicielom, a poddając się leczeniu nie wnikają w sposób przygotowywania lekarstw. Pragną bowiem ratunku, a nie dociekają, w jaki sposób zostanie on osiągnięty.

Ci natomiast, którzy zapadli na trąd niewiary, nie tylko nie zdają sobie sprawy ze swej straszliwej choroby, ale nawet są przekonani, iż zażywają najwyższego szczęścia. A jeśli ktoś, kto potrafi leczyć te choroby, zechce podać im zbawienne lekarstwo przeciwko cierpieniu, natychmiast jak chorzy na zapalenie mózgu odwracają się od lekarza, odrzucają aplikowaną im terapię i przed medycyną uciekają jak przed chorobą. Znawcy tej wiedzy powinni jednak z cierpliwością odnosić się do tych, którzy się na nich gniewają i złorzeczą im, choćby nawet okładali ich pięściami i kopali – bo takich ekscesów dopuszczają się szaleńcy. Wszak i lekarze nie okazują w podobnych sytuacjach oburzenia, ale nakładają chorym więzy, przemocą robią im mokre okłady na głowę i wymyślają wszelkie sposoby, aby usunąć chorobę i przywrócić organizmowi pierwotną równowagę członków.

Podobnie więc postępujmy i my, troszczmy się usilnie o ludzi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Choć bowiem niewielu jest takich, którzy ujarzmieni przez chorobę są jak zawiesisty osad, który w skutek swej gęstości nie może przedostać się przez otwory w cedzaku, to przecież nie wolno zaniedbywać troski o nich, nie wolno lekceważyć ludzi niszczonych chorobą, ale trzeba szukać wszelkiego sposobu aby rozproszyć okrywającą ich mgłę i pokazać im blask rozumnej światłości.

Przecież skrzętny rolnik usuwa chwasty nie tylko wtedy, gdy jest ich wiele, i nie lekceważy ich, kiedy są w małej ilości, lecz kiedy znajdzie nawet dwa, nawet jeden chwast, wyrywa je z korzeniami i oczyszcza zasiew. Tym bardziej my powinniśmy tak postępować: prawo naszego rolnictwa nakazuje bowiem nie wycinać, ale przekształcać chwasty. Tak więc jak rolnik przykładajmy do chwastów motykę i kilofem nauki poszerzajmy bruzdy uszu, aby już nic nie stawiało tamy nurtowi nawodnienia. A nadto róbmy okłady jak chorym i podawajmy im zbawcze i uzdrawiające lekarstwa.

– Teoderet z Cyru, „Leczenie chorób hellenizmu”, przeł. S. Kalinkowski, Warszawa 1981, s. 19n.

(opublikowano: 23 stycznia 2019 r.)