Niepokalana

Chesterton o krytyce chrześcijaństwa

· ekscerpcje z innych źródeł ·

cristero

Logika dwóch serc

Wyobraźmy sobie, że jakieś potrafiące liczyć stworzenie z Księżyca ma opisać ludzkie ciało. Z pewnością zauważy natychmiast, że jego zasadniczą cechą jest dwudzielność. Zauważywszy, że człowiek ma jedną rękę po prawej i jedną po lewej stronie, jedną nogę po prawej i jedną po lewej, stworzenie to posuwając się dalej odkryłoby po obu stronach tę samą liczbę palców u rąk i nóg, bliźniacze oczy, bliźniacze uszy, bliźniacze nozdrza, a nawet bliźniacze półkule mózgowe. W końcu uznałoby tę prawidłowość za obowiązujące prawo i znalazłszy serce po jednej stronie, spodziewałoby się drugiego po stronie przeciwnej. I właśnie wtedy, kiedy byłoby najbardziej przekonane o swojej słuszności, myliłoby się najbardziej. (…) Chrześcijaństwo mówi prosto o prostych prawdach, ale obstaje także przy prawdach bardziej subtelnych. Przyznaje, że człowiek ma dwie ręce, nie chce jednak uznać (choć nawołują do tego wszyscy moderniści) prawdziwości oczywistego wniosku, że ma on także dwa serca. (…)

Bezradność w obronie pewnego przekonania

Trudno bronić czegoś, o czym jest się całkowicie przekonanym. Przychodzi to stosunkowo łatwo, gdy jest się przekonanym tylko częściowo. Częściowe przekonanie wynika ze znalezienia jednego czy drugiego dowodu, który można z łatwością zaprezentować. Ale nie można być naprawdę przekonanym do jakiejś teorii dostrzegając tylko jeden dowód jej prawdziwości. Można się ostatecznie upewnić dopiero wtedy, gdy się odkryje, że jej prawdziwości dowodzi wszystko. A im więcej przyczyn zbiega się w jednym punkcie, umacniając nasze przekonanie, tym bardziej jesteśmy zmieszani, gdy ktoś nagle prosi nas o przedstawienie naszych racji. Gdyby na przykład przyszło komuś do głowy, pod natchnieniem chwili, zapytać przeciętnie inteligentnego człowieka: „Dlaczego wolisz cywilizowane życie od życia dzikusa?”, zapytany powiódłby błędnym wzrokiem od przedmiotu do przedmiotu i zdołałby jedynie udzielić zagmatwanej odpowiedzi w rodzaju: „No, są książki na półce… i węgiel w wiadrze… są pianina… i policjanci”. Wszystkie argumenty na rzecz cywilizacji są bowiem złożone. Zrobiła przecież tak dużo. Ale okazuje się, że ta wielość dowodów, która powinna uczynić odpowiedź przytłaczającą, czyni ją niemożliwą. Każdemu całkowitemu przekonaniu towarzyszy zatem coś w rodzaju ogromnej bezradności. Wielka wiara wymaga sporo czasu, zanim uda się ją prowadzić w ruch. Niezdecydowanie zaś najczęściej dość dziwacznie wynika z obojętności co do miejsca, w którym należałoby zacząć. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu i między innymi z tego powodu wielu ludzi nigdy tam nie dociera. Co się tyczy obrony chrześcijańskich przekonań, to wyznaję, że mógłbym równie dobrze zacząć swój wywód od tej czy innej sprawy; mógłbym zacząć od rzepy albo dorożki. (…)

Sprzeczność w krytyce

Wielcy sceptycy dziewiętnastego wieku byli zasadniczo typami męskimi. (…) W porównaniu z nimi można było utrzymywać, że rady udzielane przez chrześcijan charakteryzuje słabość i zbytnia cierpliwość. Ewangeliczny paradoks drugiego policzka, fakt, że księża nigdy nie walczyli, a także sto innych rzeczy usprawiedliwiało zarzut, iż chrześcijaństwo próbuje zbytnio upodobnić ludzi do pokornych owieczek. (…) Odwróciłem stronę mego agnostycznego podręcznika i natychmiast mój umysł fiknął koziołka. Odkryłem bowiem, że mam nienawidzić chrześcijaństwa nie za to, że walczy za mało, ale za to, iż walczy zbyt wiele. Chrześcijaństwo okazało się matką wszelkich wojen. Chrześcijaństwo skąpało świat we krwii. Zdążyłem zezłościć się już porządnie na chrześcijanina za to, że nigdy się nie złościł; teraz zaś kazano mi się na niego złościć za to, że jego złość była największa i najstraszniejsza w całej historii świata; ziemia była nią przesiąknięta, a blask słońca przyćmiony dymem. Ci sami ludzie, którzy ganili chrześcijaństwo za łagodność i bierne posłuszeństwo klasztorów, zarzucali mu także przemoc i waleczność wypraw krzyżowych. Jakimś cudem stare, biedne chrześcijaństwo było winne zarówno temu, że Edward Wyznawca nie walczył, jak i temu, że Ryszard Lwie Serce walczył aż za dużo. (…)

Jaką miarą mierzycie…

Przypuśćmy, że słyszymy wiele osób wypowiadających się na temat nieznanego nam człowieka. Przypuśćmy, że ze zdumieniem słyszymy jak jedni uważają go za zbyt wysokiego, a inni za zbyt niskiego; jedni narzekają na jego tuszę, a inni ubolewają nad jego chudością; jedni uważają, że ma włosy za ciemne, inni zaś, że za jasne. Jednym wyjaśnieniem tej sytuacji może być fakt, że człowiek ten rzeczywiście wygląda dziwnie. Istnieje jednak inne wytłumaczenie. Otóż może on wyglądać zupełnie normalnie. Wyjątkowo wysocy ludzie uznaliby go wówczas za niskiego, natomiast bardzo niscy uważaliby, że jest za wysoki. Podstarzali kolesie ze skłonnością do tycia widzieliby w nim kogoś niedostatecznie zaokrąglonego, podstarzali, zasuszeni pięknisie mogliby twierdzić, że jego rusza przekroczyła wąskie ramy elegancji. Szwedzi o włosach jak konopie uznaliby go za człowieka ciemnowłosego, podczas gdy Murzyn i widzieliby w nim wyjątkowo jasnego blondyna. Krótko mówiąc: być może ta niezwykła uroda jest tak naprawdę zupełnie zwykła, normalna, leżąca pośrodku. Być może chrześcijaństwo charakteryzuje zdrowy rozsądek, a wszyscy jego krytycy są szaleni – każdy na swój sposób. Wypróbowałem tę myśl zadając sobie pytanie, czy w którymkolwiek z oskarżycieli było coś chorobliwego, co mogłoby wyjaśnić te zarzuty. Ze zdumieniem odkryłem, że ten klucz pasował idealnie. (…)

Lustrzane odbicie

Współczesny człowiek uważa Kościół za zbyt surowy dokładnie tam, gdzie współczesny świat przejawia zbytnią złożoność, i nazbyt bogaty tam, gdzie współczesny świat jest zbyt obskurny. Człowiek, który nie potrafi znieść zwykłego rytmu świąt i postów, ma równocześnie bzika na punkcie przystawek. Ktoś, kto nie lubi bogatych szat, nosi parę niedorzecznych spodni. Z pewnością zaś za przejaw szaleństwa należy uznać spodnie, a nie miękko spływające szaty. Ekstrawaganckie przystawki są niewątpliwie większym szaleństwem niż chleb i wino. Przebadałem wszystkie zarzuty i stwierdziłem, że jak dotąd klucz pasuje jak ulał. (…)

Walka duchowa

Pogańscy myśliciele twierdzili, że cnoty należy szukać w stanie równowagi, chrześcijanie natomiast ogłosili, że należy jej szukać w konflikcie: w zderzeniu dwóch pozornie sprzecznych namiętności. (…) Żadna z cech nie zaćmiła nigdy w większym stopniu umysłów i nie poplątała definicji racjonalistów niż odwaga. Stanowi ona bowiem niemal zaprzeczenie samej siebie. Oznacza silne pragnienie, by żyć, a przyjmuje formę gotowości, by umrzeć. Stwierdzenie: „Kto straci swoje życie, ten je zachowa”, nie jest mistyczną mądrością świętych lub bohaterów. To codzienną mądrość żeglarzy i alpinistów. (…) [Chrześcijaństwo] wyznaczyło przeciwległe granice tego problemu przez usytuowanie grobów samobójcy i bohatera bardzo daleko od siebie. Przedstawiło w ten sposób dystans dzielący tego, kto umiera pragnąc życia, od tego, kto umiera pragnąc śmierci. (…) Przedstawiło zatem pojęcie godności ludzkiej, którą wyrazić mogły jedynie korony promieniste jak słońca i wachlarze z pawich piór. Równocześnie jednak potrafiło przypomnieć taką małość człowieka, że wyrazić ją mogły tylko szaleńcze posty i nieziemska pokora – szary popiół św. Dominika i biały śnieg św. Bernarda. (…)

Wyzwolenie

Istnieje ogromna różnica między wolnością rozumianą jako wyzwolenie z więzienia uczuć a wolnością ich odczuwania, tak jak człowiek może mieć prawo chodzić ulicami miasta. Jeśli jestem wyzwolony z zamku Windsor (to znaczy nikt nie trzyma mnie tam jako więźnia), bynajmniej nie oznacza to, że mam prawo swobodnie przechadzać się po jego pokojach. W jaki sposób człowiek może osiągnąć wolność odczuwania różnorodnych uczuć, zdolność żaglowania nimi w przestrzeni, nie wyrządzając przy tym żadnych zniszczeń ani krzywd? Oto, co osiągnęło chrześcijaństwo w swym paradoksie przeciwstawnych namiętności. (…) Określając swoją główną doktrynę, Kościół nie tylko zdołał utrzymać obok siebie rzeczy z pozoru nie do pogodzenia, ale, co więcej, pozwolił im wybuchnąć z artystyczną mocą dostępną poza tym jedynie anarchistom. Pokora nabrała większego dramatyzmu niż szaleństwo. Historyczne chrześcijaństwo posunęło się w moralności do dziwnego i wzniosłego coup de theatre, stają się tym dla cnoty, czym zbrodnie Nerona są dla występku. (…) Poezję można nie tylko układać, można nią także żyć. Te heroiczne i monumentalne zachowania w dziedzinie etyki zniknęły całkowicie wraz z zanikiem nadprzyrodzonej religii.

Wiara a patriotyzm

Patriotyzm to doskonały przykład zamierzonego równoważenia jednego akcentu przez inny. Instynkt cesarstwa pogańskiego podszepnąłby po prostu: „Wszyscy będziecie obywatelami Rzymu i z wolna staniecie się tacy sami; niech Niemcy przestaną być powolni i posłuszni, a Francuzi – szybcy i skłonni do ryzyka”. Ale instynkt chrześcijańskiej Europy mówi: „Niech Niemcy pozostaną powolni i posłuszni, aby Francuzi mogli bezpieczniej wykazywać się szybkością i skłonnością do ryzyka. Zrównoważmy te dwie skrajności. Niech absurd nazwany Niemcami stanie się przeciwwagą dla szaleństwa nazywanego Francją”.

G.K. Chesterton, „Ortodoksja”, przeł. M. Sobolewska, Warszawa-Ząbki 2004, s. 141-175.

(opublikowano: 30 sierpnia 2013 r.)