Niepokalana

Czystość

· ekscerpcje z innych źródeł ·

Zadanie o którym tu mowa, nazywa się „cnota czystości seksualnej”, co dla wielu uszu zapewne brzmi archaicznie, także nie bardzo dzisiaj wiadomo o co chodzi. Wyjaśnijmy więc, że chodzi o takie działanie w sferze seksualnej, które pozostaje w zgodzie z uniwersalnym powołaniem do miłości, co wcale nie oznacza zwykłej abstynencji seksualnej, jak to się nieraz uważa. Co innego bowiem oznacza cnota czystości w małżeństwie, a co innego u osób w stanie wolnym, chociaż fundament jest zawsze ten sam: czystość serca, czyli zasadniczo czystość intencji. Kiedy na sferę seksualną spojrzy się przez pryzmat uniwersalnego powołania do miłości, to widać wzajemne oddanie się w akcie małżeńskim, ze wszystkimi konsekwencjami albo stan bezwarunkowej abstynencji poza małżeństwem. W odpowiedzi na takie wezwanie do życia w czystości świat wykrzykuje dzisiaj bardzo wyraźne „nie”. „Po cóż miałbym tak żyć? Co będę z tego miał? Nawet gdybym chciał w ten sposób żyć, to i tak nie potrafię. Nawet gdybym mógł, to nie wiem jak”.

W piekle naturalnie dobrze znają sztukę demotywacji i umiejętnie się nią posługują. Piekielna strategia polega na pokazaniu nam, że czystość seksualna nie jest wartościowym celem; na wypadek jednak, gdyby ktoś uznał ją za godny realizacji ideał, to pokazuje się nam również, że jest ona poza zasięgiem ludzkich możliwości, zaś oba poglądy spięte są pajęczyną tak silnych wzajemnych powiązań, że jeden z nich uniemożliwia nieuprzedzoną analizę drugiego.

Co najmniej dwa pokolenia wyrosły już w przekonaniu, że czystość życia seksualnego jest absurdalnym przeżytkiem przeszłości, a absurdalnego celu nie da się sensownie realizować. A jednak. A jednak prawdą jest, że czystość seksualna to opcja realna, i to jest właśnie owa najściślej dzisiaj strzeżona tajemnica piekieł, bo od niej zależy powodzenie całej strategii demotywacji. Czystość seksualna jest sensownym, wartościowym i realizowalnym ideałem, tak w perspektywie ludzkiego doświadczenia, jak i Bożej mądrości.

Zacznijmy od ludzkiego doświadczenia; zobaczmy, co ma ono do powiedzenia o czystości seksualnej tam, gdzie wydaje się to najbardziej bolesne, w bezwarunkowej abstynencji poza małżeństwem. Aktywność seksualną człowieka uważa się często za potrzebę i porównuje do takich potrzeb jak jedzenie czy spanie, od których jednak jest ona zasadniczo odmienna, ponieważ można się jej wyrzec na długi okres, nawet na całe życie. Człowiek, który nie jest seksualnie czynny, nie umiera; więcej nawet, nie zapada na choroby fizyczne ani umysłowe.

Wstrzemięźliwość podjęta ze względu na właściwy cel nie musi wywoływać straszliwych represji instynktu seksualnego, ale sprzyja jego sublimacji, ukierunkowując ludzkiego ducha na odkrywanie i realizację szczytnych celów, których istnienia nawet się nie domyślał. Efekty walki wewnętrznej w sferze seksualnej promieniują na całą osobowość, umacniają charakter i wspierają wszelką cnotę. Dlatego na czysto ludzkim poziomie, nawet bez odniesień do nadprzyrodzonych celów, czystość seksualna nie jest nie do pomyślenia, a liczne przykłady wskazują na to, że można nią żyć z powodzeniem, szczególnie wtedy, gdy podporządkowana jest wyższym ideałom. Ideałem takim może być chęć służenia Bogu. Od najdawniejszych czasów Kościół otaczał szacunkiem i zachęcał do życia w czystości tak w małżeństwie jak i poza nim, a w celibacie rozpoznawał szczególną oznakę oddania się w służbie Bogu z niepodzielonym sercem i w duchu radosnej afirmacji.

Zwróćmy się teraz ku Bożej mądrości i zobaczmy, co ma ona do powiedzenia o czystości. W Ewangeliach nietrudno znaleźć odniesienia na ten temat. Święty Mateusz na przykład rejestruje: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt5,8), a kilka wierszy dalej: „Bądźcie doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt5,48)…

Jesteśmy powołani do świętości, ponieważ świętość jest możliwa, a dowód na to jest przed naszymi oczyma. Od dwóch tysięcy lat święci osiągają rzecz po ludzku niemożliwą, bo dopuszczają Bożą łaskę do działania, przez co odbywa się w nich doskonalenie ludzkiej natury. Bowiem natura ludzka choć upadła i słaba może się, z woli Bożej, doskonalić, ale jej przebóstwienie wymaga ludzkiego przyzwolenia i współpracy. Żywotów świętych nie należy ani bagatelizować, ani uważać za życiorysy nadludzi od urodzenia przeznaczonych do doskonałości. Święci od zwykłych ludzi różnią się tylko tym, że poważnie potraktowali Boże zaproszenie. Wkroczenie na drogę świętości jest w zasięgu każdego. Nie jest to kwestia argumentu dla rozumu, ale sprawa wyboru i determinacji dla woli, a jeżeli tak, to również sprawa odpowiedzialności…

Czystość serca utożsamia się nieraz z czystością seksualną, ale przekonanie takie jest błędne, bo prowadzi do zawężonego rozumienia czystości. Najogólniej, czystość serca jest czystością intencji, czyli (wszelkich) zamiarów. Nietrudno to pojąć, bo każdy rozumie, co znaczy mieć nieczyste zamiary: oszukiwać, okłamywać, nadużywać, traktować nieuczciwie, składać fałszywe obietnice, itd. Zatem czystość serca to takie nastawienie umysłu (cnota), które umożliwia działanie z czystych pobudek, z poszanowaniem godności osoby, a to wyklucza takie działania, w których osoba odgrywa rolę przedmiotu czy środka do celu. Nic dziwnego, że czystość serca weryfikuje się właśnie w sferze seksualnej, w której pokusa do instrumentalnego traktowania osób jest wyjątkowo silna, podobnie jak dążenie do gratyfikacji i podatność na samookłamywanie się.

Serce nieczyste nie poszukuje Boga; przeciwnie, stroni od bezpośredniego z nim kontaktu. Co gorsza, systematyczny brak czystości serca zaciemnia blask miłości, tak że z pola widzenia znika pojęcie poświęcenia czy ofiary, bez których nie może być mowy o duchowym postępie w kierunku Boga.

Jacek Bacz, „Przez rozum do wiary„, Kraków 2013, s. 269-274.

(opublikowano: 15 sierpnia 2013 r.)