Niepokalana

Humilitas

· moje przemyślenia ·

corpus

Pycha rodzi bunt, pokora rodzi posłuszeństwo. A być posłusznym to przedkładać czyjąś wolę ponad własną. Posłusznym można być ze strachu, upodobań i z miłości. Posłuszeństwo ze strachu cechuje niewolnika, który z przymusu jest poddany swemu ciemiężycielowi. Czeka on tylko na odpowiednią okazję, by wyrwać się spod siłą narzuconego jarzma. Posłuszeństwo z upodobania cechuje przekupnia, który służy w zamian za dobra jakie może otrzymać. Gdy nie może liczyć na odpłatę, posłusznym być przestaje.

Posłuszeństwo z miłości, cechuje człowieka prawdziwie wolnego, który podejmuje decyzję by służyć, niezależnie od zmiennych okoliczności. Służba taka nie wypływa ani ze strachu przed negatywnymi konsekwencjami zdrady, ani z kalkulacji osobistego zysku. Tego rodzaju bezinteresowne posłuszeństwo nie ma uzasadnienia w samym tylko człowieku. Rozum podpowiada bowiem niezliczoną ilość argumentów przeciw takiej postawie, a tylko jeden za jej utrzymaniem. Brzmi on: „Kocham” i wspiera się na wierze w miłość o takim właśnie kształcie. Skoro postawa ta niekiedy wymaga najwyższej ofiary z siebie, trudno też jej źródła w sobie upatrywać. Miłość ofiarna przekracza „ja” pojedynczego człowieka i znajduje swe ostateczne uzasadnienie dopiero w Bogu, który sam jest miłością.

Skoro miłość czerpiemy od Boga, to oczywistym jest, że to przed Nim winniśmy się korzyć i okazywać posłuszeństwo Jego naukom, nad którymi czuwa Kościół powszechny, i które pozwalają nam pozostawać pod wpływem Jego łask. Warto zatem, abyśmy nieustannie zadawali sobie pytanie o rodzaj naszej służby Bogu i Kościołowi. Czy służba ta nie przypomina niewolnictwa płynącego z obawy przed ludzką opinią lub niskim poczuciem własnej wartości, a nasze działania nie zostają odarte z sensu i znaczenia? Czy nie przypomina ona interesu, którego warunki zawsze podlegają negocjacji, a my wybieramy sobie to, co dla nas najkorzystniejsze i najłatwiejsze? I wreszcie – czy jest ona ofiarą, która polega na nieustannym przekraczaniu siebie i wybieraniu drogi właściwej, która rzadko bywa najłatwiejsza? Te właśnie pytania winniśmy sobie zadawać, rozważając sprawy naszej wiary, apostolstwa, uczestnictwa w liturgii czy przyjmowania sakramentów. Bo czy kocha ten, kto wciąż rozgląda się za własną wygodą i spoczynkiem? Czy też ten, kto nie szuka dla siebie usprawiedliwień, ale służąc stawia sobie zawsze najwyższe wymagania, nawet jeśli przez swą słabość nie wszystkim uda mu się sprostać?

Adam Mateusz Brożyński, 18 lutego 2014 r.

(opublikowano: 18 lutego 2014 r.)