Niepokalana

Obróbka Prawdy

· ekscerpcje z innych źródeł ·

obr

Grzech sprawia, że zapominamy, iż istotą człowieka jest miłość, i każe sądzić, że tylko rzeczy materialne zdołają uratować ciało. Ta sama mentalność pobrzmiewa w relacjach z innymi ludźmi. Kiedy relacja wydaje się być czymś, co dodaje nam pewności, robimy wszystko, aby zdobyć akceptację, aby stać się przedmiotem miłości drugiego człowieka., łudząc się z kolei, że jest wyrazem miłości z naszej strony kiedy zabiegamy o to, by nas dostrzeżono, chwalono i akceptowano. To zabieganie o akceptację może być postrzegane jako uczucie, lecz w rzeczywistości jest to reakcja na ogarniającą nas trwogę, na kruchość egzystencji jaką odczuwamy wskutek grzechu.

Wszystko to sprawia, że nawet jeśli słucha się Słowa, za każdym razem poddaje się je własnej „obróbce”, podporządkowuje własnym celom, własnym kryteriom tkwiącym na obrzeżach owej egzystencjalnej przepaści. Dlatego, chociaż mogą one mieć pozory moralności czy nawet religijności, podszyte są niepokojem towarzyszącym każdemu, kto nie czuje oparcia w skale. To bardzo dotkliwy niepokój, gdyż miota nami z najdrobniejszych przyczyn, kiedy tylko naruszona zostaje nasza wizja rzeczy. Bowiem każda rzecz, która nie znajduje miejsca w naszym schemacie mentalnym, wypracowanym przez umysł targany namiętnościami jakie towarzyszą przerażeniu przepaścią, stanowi dla nas zagrożenie: obawiamy się, że zginiemy, jeśli nie zdołamy utrzymać kontroli nad rzeczami tak, jak je sobie poukładaliśmy…

Chodzi o to, co i dzisiaj głęboko nas zastanawia: że możliwa jest religijność, która w rzeczywistości funkcjonuje tylko pozornie i częściowo, nie wywierając wpływu na życie człowieka tak, by wykraczało poza grób. Można bowiem mieć moralny i intelektualny system religijny, który jednak nie prowadzi do doświadczenia życia wiecznego, do radości i kreatywności jakie z tego doświadczenia wynikają.

Coś z tej postawy jest w poruszeniu jakie Chrystus dostrzega w Marcie. Jego napomnienia mają na celu zmuszenie do zastanowienia się nad prawdą własnego serca, nad tym, co jest ową jedyną konieczną rzeczą. Bo zastanawiając się i poszukując tej jedynej rzeczy nabieramy świadomości palącej konieczności zbawienia, aby móc przeżywać życie, które pozostaje. Ono zaś realizuje się tylko w przyjaźni z Chrystusem. Lecz przyjaźni z Chrystusem nie należy mylić z przestrzeganiem zasad, które nie rozpalają serca ku wyborowi totalnemu i ku miłości najważniejszej i absolutnej.

Marta jest już przyjaciółką Chrystusa, jest jego uczennicą, należy do wspólnoty. Lecz może być przykładem tych, którzy podchodzą wprawdzie entuzjastycznie do Chrystusa, którzy umieją Go przyjąć i Mu usłużyć, lecz w swej mentalności pozostają zakotwiczeni w starych schematach, nie pozwalających na spotkanie z Chrystusem bez reszty. Marta narzeka na Marię, bo siostra nie robi tego, co ona uznaje za słuszne. Jest to typowa mentalność moralistycznego i ideologicznego podejścia do wiary i do życia. Sarkają na przykład, tak zwani sprawiedliwi w Łk 15,1-3, kiedy Chrystus zezwala aby celnicy i grzesznicy zbliżali się do Niego. Gderają przestrzegający prawa faryzeusze, kiedy Chrystus siada do stołu z grzesznikami. Nie potrafią zaakceptować wizji proroka, Mistrza, jaką proponuje Chrystus.

Lecz narzekają i burzą się także Żydzi w rozdziale 10 Ewangelii wg św. Jana, nie mogąc zaakceptować faktu, że On jest drzwiami, że jest Bogiem, że Bóg ma Syna. Za dużo tych wszystkich rzeczy, których nie mogą zaakceptować. Dlatego podkreślają uporczywie te, na które godzą się z łatwością, a które stają się dla nich czymś w rodzaju bastionu, socjologicznego oraz intelektualnego oparcia, koncepcją Boga stanowiącą schronienie dla ogarniętego śmiercią i ciemnością człowieka.

– o. Marko Ivan Rupnik SJ, „O przyjaźni z Chrystusem”, Kraków 2013, s. 59-66.

(opublikowano: 30 grudnia 2015 r.)