Niepokalana

Religia jako źródło wszelkiego zła?

· ekscerpcje z innych źródeł ·

Z całą pewnością jest dzisiaj wielu ludzi, którzy w religii upatrują źródło wszelkiego zła, jakie istnieje na świecie. Dlaczego? Dlatego, że religie często nie mogą się ze sobą pogodzić. I nie tylko na płaszczyźnie dyskusji filozoficznych czy ściśle religijnych, ale często dochodzi do czynnego wyrażania swojego przekonania. Ten czyn polega na tym, że często poniża się, niszczy fizycznie, czy zabija tych, którzy wyznają inną religię.

Wojny religijne są zjawiskiem prawie tak starym jak świat światem, a ziemia ziemią. Mówi o tym już Pismo Święte, ludzie przy pomocy coraz to bardziej udoskonalonych technik zabijają się, bo ten wierzy tak, a ten inaczej. Zresztą, czasami ludzie biją się nie wiadomo o co. Gdzieś w krajach Ameryki Łacińskiej rozgorzała wojna, po wygranym czy przegranym meczu piłki nożnej. A w bajkach jest nawet tak, że dwa królestwa pobiły się o to, czy jajko powinno się rozbijać od strony grubszej czy cieńszej. Zatem już chyba małe dzieci rozumieją, że każdy powód dobry, żeby się tłuc.

Lepiej więc, żeby w ogóle nie było religii, bo wtedy odpadnie jeden z motywów, który przyczynia się do powiększania sporów i przemocy fizycznej między ludźmi. Można mieć takie zdanie, w porządku. Z tym, że religie w swoim najlepszym wymiarze próbowały zawsze tonować agresję. Instynkt walki jest wrodzony, człowiek potrzebuje go jak pokarmu i stwarza sobie rozmaite sytuacje, żeby się wyładować.

Skoro więc nie dało się zupełnie wykorzenić tego instynktu to próbowano przynajmniej go ograniczyć.Chociażby za czasów żydowskich panowała zasada, że w szabat się nie bijemy, zupełnie jasne jest wtedy zawieszenie broni. W katolicyzmie wprowadzono Treuga Dei – pokój boży. W pewnych okresach – adwencie, Wielkim Poście, a w tygodniu – w niedzielę czy nawet od piątku wieczorem trzeba było zawiesić broń, przestać się bić, pozbierać rannych, doprowadzić się do ładu, dopiero potem jechać dalej.

Z drugiej strony ludzie bardzo pragną religii. Myślę, że człowiek jest homo religiosus, „człowiekiem religijnym”, bardzo mocno przywiązuje się do swojej religii. Jeżeli jest to przywiązanie szowinistyczne i oszołomskie, wtedy niszczy wszystkie inne, oczywiście nie próbując z nimi nawet dyskutować. A jeśli to przywiązanie jest bardziej łagodne i delikatne, bardziej tolerancyjne, wtedy wszystkie religie uważa za dobre, sensowne. W swoim czasie taka wielka tolerancja panowała u umiarkowanych buddystów czy u hinduistów, dopiero potem się troszkę to zmieniło.

Pamiętam, opinię jednego ze znajomych mojej rodziny, jeszcze sprzed wojny. Był to taki pan, który pochodził chyba nawet z jakiejś mahometańskiej rodziny, ale był bardzo „zeuropeizowany”. Mówił „Wiara tak jak kartoflanka, ta sama zupa, tylko każda gospodyni inaczej ją gotuje”. Usłyszałem to jako małe dziecko, zanotowałem, ale za bardzo nie przekonał mnie, że tak jest. A właściwie wielu ludzi wybiera sobie z religii to, co jest wygodniejsze i tworzy taki zlepek.

New Age – któremu warto byłoby poświęcić osobne spotkanie, ale póki co zostawimy to tym, którzy się na tym bardzo dobrze znają. Z grubsza rzecz biorąc, ma elementy synkretyczne, po trochę z każdej religii. Można to porównać do sympozjum, na które ludzie przychodzą, każdy przynosi coś swojego i na ten temat się wypowiada.

Podobnie jest z synkretyzmem religijnym – z każdej religii biorę coś, co mi pasuje. To jest niby piękne, ale na ogół bardzo wygodne dla człowieka, bo z każdej religii bierze to, co jest dla niego najłatwiejsze.Dobrym przykładem jest wspomniana przeze mnie – podczas jednej z naszych rozmów – opinia pewnej pani o protestantach. Nie popiera ich za bardzo, ale o, spowiedź ogólna bardzo jej się podoba.

Podobnie, komuś mogą podobać się kadzidełka stosowane w religiach Wschodu, komuś innemu sposób medytacji, który pięknie łączy się też z wiarą katolicką. Kończy się to tym, że człowiek w gruncie rzeczy nie bardzo wie, kim jest i czego się trzymać. Tego rodzaju wyznanie, skonstruowane i przyprawione – tak jak lekarstwo robione na receptę w aptece z różnych składników – bardzo często nie wytrzymuje próby czasu wtedy, gdy przyjdzie stanąć oko w oko z bardzo trudnymi sytuacjami, trudnościami, które przekraczają możliwości przeciętnego człowieka. Wtedy człowiek widzi, że to, co sam stworzył jest niewystarczające, bo to jednak nie jest prawdziwa religia.

Zwróćmy uwagę, że co innego ekumenizm, a co innego dialog międzyreligijny, który jest bardzo popierany też przez Stolicę Apostolską oraz specjalne instytucje, które uważają, że religie powinny się znać, żeby mogły ze sobą dyskutować i ewentualnie wyciągać dobre wartości i ubogacać się wzajemnie. Kiedy Dalajlama mówił o kwestii dialogu międzyreligijnego stwierdził ponoć, że jest jak najbardziej za dialogiem między buddystami i katolikami, ale pod jednym warunkiem: że buddysta będzie prawdziwym buddystą, a katolik prawdziwym katolikiem.

Czym innym jest fundamentalistyczna postawa, która niszczy, lekceważy lub ignoruje wszystkie inne tradycje religijne, a co innego, kiedy jestem pełen szacunku dla wszystkich innych, ale absolutnie przekonany o słuszności swojej religii. I tak, jako prawdziwy katolik, bez fundamentalizmu, uważam, że synkretyzm religijny nie jest pożądany, na pewno nie. Ktoś powiedział „Wy katolicy jesteście przekonani, że to wasza religia jest prawdziwa, a każda inna jest nieprawdziwa”. Ja pytam z uśmiechem: „A który wyznawca religii uważa, że jego religia nie jest prawdziwa? Każdy uważa, że jest prawdziwa.” Gdybym ja lub ktokolwiek inny trzymał się religii, co do której w gruncie rzeczy jestem przekonany, że jest nieprawdziwa, albo niepewny, to jeśli umysł ludzki zawsze szuka prawdy, idę dalej tam, gdzie tę prawdę będę mógł znaleźć. My, katolicy, mając za sobą Chrystusa, wcielenie Boga żywego, który powiedział o sobie „ja jestem drogą, prawdą życiem” ufamy, że to jest właśnie ta pełna i jedyna prawda.

Według tego, o czym mówią Dzieje Apostolskie, Pan Bóg w wieloraki sposób przemawiał do nas przez proroków, a w ostatecznych czasach przemówił przez Syna i biorąc pod uwagę to,co już Paweł VI mówił o pierwiastkach prawdy w rozmaitych religiach Wschodu, możemy powiedzieć, że wszystkie inne religie mogą prowadzić do Jezusa. Bo w czasach ostatecznych Bóg przemówił do nas przez Syna. Nie potępiał tamtego, co było, ale uznał, że było to przygotowanie do tej właściwej wiary. Jakiś buddysta powiedział „Dziękuję buddzie, że mnie przygotował do przyjęcia Chrystusa, nauczył uspokojenia się, wyciszenia, zrozumienia proporcji w życiu. Teraz przyszedł Chrystus, idę za Nim.”

O Gandhim, słynnym myślicielu, filozofie indyjskim mówiono że miał stwierdzić, że gdyby chrześcijanie żyli dokładnie Ewangelią, wtedy przeszedłby na katolicyzm. Złośliwi mówili, że w okolicy gdzie mieszkał Gandhi, był jakiś wspaniale prowadzony zakład katolicki dla upadłych chłopaków czy dziewcząt. Wracając do domu, Gandhi omijał go szerokim łukiem. W przeciwnym razie patrzyłby na to, co tam się dzieje, jak się tam żyje i wtedy trzeba by było przejść na katolicyzm. Ale to taka anegdota.

Cenimy więc tych ludzi, którzy uważają, że religia w ogóle ma sens, i że na pewno nie w samej religii a w ludziach istnieje źródło konfliktów, ale mówimy, że synkretyzm to za mało. Trzeba znaleźć Tego, który powiedział że jest Prawdą, Drogą i Życiem. My uwierzyliśmy Chrystusowi . Nie walcząc z innymi, dajemy świadectwo, starając się za wszelką cenę, żeby nasze świadectwo słowa poparte było świadectwem czynu. Żeby się stała jedna owczarnia i jeden pasterz.

Leon Knabit OSB, „Synkretyzm religijny„.

(opublikowano: 29 lipca 2013 r.)