Niepokalana

Wierność prawdzie

· moje przemyślenia ·

wiernosc

I

Każdy z nas prędzej czy później uświadamia sobie własną skłonność do hipokryzji. Błędów nie da się uniknąć, jednak błądzi po dwakroć ten, kto swych błędów nie dostrzega. Czasami odważnie broniąc wiary lub wartości z nią związanych, zapominamy się nimi kierować. Przestajemy wtedy dostrzegać tę cienką granicę pomiędzy wiernością osobie czy kodeksowi, a samousprawiedliwieniem poprzez powoływanie się na jej (lub jego) autorytet.

Najskuteczniejsza ochrona wartościowych prawd polega przede wszystkim na ich ucieleśnianiu. Innymi słowy – na wcielaniu ich w życie poprzez własne ciało – poprzez samego siebie. Jeśli prawda taka ma znamiona powszechności, wtedy śmierć ciała które jej służyło, nie oznacza jej końca. Błądzimy jednak, jeśli uważamy się za ważniejszych czy mądrzejszych od samej prawdy i staramy się podporządkowywać ją własnym schematom myślenia.

II

Wierność prawdzie polega na zachowaniu pokory i uległości względem niej, a zatem – na uniżeniu samego siebie.

Dobrze obrazuje to przykład wierności matce, która przestrzega swoje dziecko przed agresywnym zachowaniem wobec innych. Jeśli dziecko złamie dane jej słowo, np. bijąc dotkliwie brata, pozostają mu dwie drogi: uznać prawo własnej pięści za ważniejsze i odwrócić się od niej, lub ukorzyć się, przeprosić i dobrowolnie odpokutować swój występek, godząc się z silnym uczuciem dyskomfortu i przegranej, które takiemu wyborowi zawsze towarzyszy. Pozostać wiernym, oznacza w tym przypadku utracić siebie na rzecz kochanej osoby.

Dopuszczamy się zdrady, jeśli przyrzekamy jakiejś osobie wierność, a jednocześnie nie bierzemy pod rozwagę jej woli podczas podejmowania życiowych decyzji.

III

Jeśli wyznajemy wiarę w Boga, a zatem składamy Mu obietnicę wierności, Jego wola winna stanąć niczym stróż ponad naszą wolą – nie obok niej, za nią, czy też poza nią. Jakże jednak często zdarza nam się bagatelizować prawdy Ewangelii, uzurpując sobie prawo do ich oceny i modyfikacji. Tymczasem, jak mówi bł. Jan Paweł II w encyklice „Fides et Ratio”:

Zadaniem rozumu nie jest wydawanie opinii o treściach wiary; zadanie tego nie mógłby podjąć, gdyż jest do tego nieprzystosowany. Jego rola polega raczej na poszukiwaniu sensu, na odkrywaniu rozumowych uzasadnień, które pozwolą wszystkim uzyskać pewne zrozumienie treści wiary.

Zatem o ile wszyscy upadamy, tak nie powinniśmy w żadnej mierze usprawiedliwiać swojego wiarołomstwa poprzez pychę własnego rozumu, bo: „Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego” (Mat10:24n). Nie powinniśmy także usprawiedliwiać się niekwestionowanym trudem, jaki często wiąże się z wypełnianiem woli Boga i twierdzić, że przekracza on ludzkie zdolności. Św. Josemaria Escriva poucza nas: „Nie mów: ‚Taki już jestem… To sprawa mojego charakteru’. Nie — to sprawa braku charakteru. Bądź mężny — esto vir”.

Nikt nie twierdzi, że łatwo kochać nieprzyjaciół i dobrze czynić tym, którzy nas nienawidzą (Łuk6:27), ale nasza wiara nie może zatrzymywać  się na pustych deklaracjach słownych, bowiem nie tylko ze słów zostaniemy rozliczeni: „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mat7:21).

IV

Wiara zakłada akt woli, który musimy nieustannie powtarzać z uwagi na to, że pokusa odstępstw, które z czasem mogą eskalować, nigdy nas nie opuszcza. Chrystus przekonuje, że poczucie bezpieczeństwa wypływające ze świata doczesnego stanowi złudę i dlatego oferuje nam pokój w Bogu – inny od pokoju, który daje nam ten świat (Jan14:27). T.A. Kempis zaznacza to jeszcze wyraźniej:

Synu, nigdy nie jesteś w tym życiu bezpieczny, lecz póki żyjesz, zawsze miej broń duchową w pogotowiu. Obracasz się wśród nieprzyjaciół, z prawa i z lewa cię atakują. Jeżeli więc nie będziesz się osłaniał ze wszystkich stron tarczą cierpliwości, prędko zostaniesz zraniony.

Zatem pomimo, że czasami nasz duchowy statek wpada na mieliznę i uderza o skały, najważniejsze aby nieustannie nadawać mu właściwy kurs i nie tracić z oczu celu. Cóż nam bowiem z łagodnego, przyjemnego i komfortowego rejsu, jeśli płyniemy wprost w objęcia śmierci i wiecznego potępienia?

V

Warto także zastanowić się, czy nie zwracamy czasami zbytniej uwagi na to, jak inni radzą sobie z niesieniem swojego krzyża, zapominając o dźwiganiu własnego. Z lekkością przychodzi nam bowiem krytyka działań naszych współbraci, której często zapominamy odnosić do siebie. Tymczasem nasz Mistrz mówi jasno, że „kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mat10:38). Boże dzieło wyrasta przede wszystkim ze wzajemnej współpracy członków, a żadne ciało nie może funkcjonować właściwie, gdy np. ręka pragnie nadmiernie strofować nogę, a ucho pępek. Najważniejsze to zająć właściwe sobie miejsce – w taki sposób, aby móc z pożytkiem służyć całemu ciału. Dobitnie wyraził to wspomniany wcześniej T.A. Kempis, słowami:

Człowiek pełen pokoju nie jest podejrzliwy, zaś wiecznie niezadowolony i rozjątrzony daje się wciągać w przeróżne podejrzenia, sam nie zna spokoju i innym spokoju nie daje. Mówi, czego mówić nie powinien, a zaniedbuje to, co z większym pożytkiem mógłby robić. Patrzy na to, jak inni powinni postępować, a nie dba o to, co sam czyni. Pilnuj więc najpierw siebie samego, a potem będziesz miał prawo pilnować bliźnich.

Kwestii tej nie pominął także wymieniony już św. Josemaria Escriva:

Jeśli bowiem roztrząsasz pracę innych, jakkolwiek nie masz powodów do roztrząsania — przyznam, że czynisz to z oczyma całkowicie wzniesionymi w górę — nie czynisz nic pozytywnego, a dając przykład bierności utrudniasz dobry marsz wszystkich.

VI

Jako, że nasz Pan – Głowa, dochowuje nieustannie wierności swojemu Ciału, żyjmy nadzieją, że i Ciało, wraz z poszczególnymi członkami dochowa wierności zarówno Głowie, jak i tymże członkom. Nie utrzyma się bowiem ciało, które nieustannie ulega rozproszeniu i którego członki wzajemnie się zwalczają lub obierają sprzeczne kierunki.

Chrystus pozostawił nam jednak doskonałe lekarstwa w postaci sakramentów, które leczą wszelkie schorzenia  – w tym także i ten Najświętszy, czyli Eucharystię, która pozwala nam na pozostawanie w Komunii z Bogiem i Kościołem oraz na stawianie kolejnych kroków na drodze ku życiu wiecznemu.

Adam Brożyński, 16 lipca 2013 r.

***

Cytowane teksty:

  1. Jan Paweł II, „Fides et Ratio, Rzym 1998.
  2. Josemaria Escriva, „Droga, Katowice 2001.
  3. T.A.Kempis, „O naśladowaniu Chrystusa„, Warszawa 1984.

(opublikowano: 16 lipca 2013 r.)