Niepokalana

Życie w Trójcy #3

· moje przemyślenia ·

Nasze ciało zmienia się od chwili poczęcia aż do śmierci. Czy jednak zmiana postaci zewnętrznej, to jedyna zmiana jaka się w nas dokonuje? Otóż nie. Życie w Trójcy Przenajświętszej dokonuje w nas znacznie głębszej przemiany, a mianowicie przemiany naszego serca, czyli naszej istoty.

Postać w której jakaś rzecz nam się ukazuje, poznajemy zmysłami. Jej istotę zaś rozumem. Przykładowo, to rozum podpowiada nam, że w małym nasionku zawiera się ta sama istota, co w wielkim drzewie, np. sekwoi, które z niego powstaje. Nie spodziewamy się, że z nasionka sekwoi wyrośnie królik, pszenica czy brzoza. To, co różni nasiono od drzewa, w które się przemieni, nazywamy postacią. To, co wspólne i co stanowi nierozerwalną więź między zmieniającymi się postaciami, a także wyznacza relacje między nimi zachodzące, nazywamy istotą, czyli tożsamością. Ludzki zarodek nie przypomina dorosłego człowieka, ale nie mówimy o dwóch odmiennych istotach, ale o jednej, której postać ulega przemianie w czasie.

Przemianom postaci ulega każdy z nas. Przemianie istoty, a zatem tożsamości, podlegamy z wyboru. Przemiana ta może mieć dwa kierunki – ku przebóstwieniu w Bożej łasce, które prowadzi do życia rozumnego, zgodnego z wolą Bożą, lub ku niewoli własnych popędliwości. Mamy przeto możliwość przemiany zarówno w budzącego zachwyt świętego, jak i w budzącego przerażenie demona. Nasz Pan mówi, że po owocach poznaje się drzewo (Mt12:33). Znaczy to, że o istocie człowieka nie świadczy pojedynczy czyn ani postać w jakiej się aktualnie znajduje, ale kierunek woli, a zatem cel ostateczny jaki mu przyświeca. Jeśli bowiem ktoś wiedzie życie popędliwe, ale zmierza ku rozumnemu, a ktoś inny wiedzie życie rozumne, ale zmierza ku popędliwemu, to w pewnym punkcie ich drogi mogą się przeciąć i zdać się może, że ich stan niewiele się od siebie różni. Jednak w istocie dzieli ich wielka przepaść, bo jeden zmierza do wydania owoców życia rozumnego, czyli do zbawienia, a drugi do wydania owoców życia popędliwego, czyli do zatracenia. Jeden działa w Duchu Świętym i ma za pokarm Stwórcę, który się nam ofiarował (J4:34;J6:53-58), a drugi w duchu świata i ma za pokarm stworzenie, które pada ofiarą jego pożądliwości (Iz5:2;Iz9:19;Mt6:31nn).

Celem naszym nie jest zmieniać tylko postać, bo każdemu Bóg daje właściwą (J12:24;1Kor15:37-41), ale istotowo jednoczyć się z Nim. Tak jak chleb przeistacza się na ołtarzu w Chrystusa, choć jego postać nie zmienia się, tak i my jesteśmy przeznaczeni na to, by istotowo się z Nim jednoczyć. W Nim bowiem zawiera się zarówno cała pełnia Bóstwa, jak i cała pełnia człowieczeństwa (Ga2:20). Dlatego też, kto przywiązuje się do swej niedoskonałej istoty i działa w odłączeniu od woli Bożej, ten swe życie utraci. A kto życie swe utraci dla Chrystusa i chcieć będzie tego co Bóg (Mk14:36), ten je zachowa na wieczność (Mk8:35).

Aby nasze przebóstwienie było możliwe, potrzeba nam nawrócenia i uczestnictwa w życiu sakramentalnym. Cóż to jednak znaczy – nawracać się? To znaczy nieustannie zmieniać swój sposób myślenia. To nie tylko uznawać swój błąd i żałować go, ale przede wszystkim prosić: „Panie, spraw abym przejrzał!” (por. Łk18:41). Gdybym dostrzegł wcześniej kamień, o który się potknąłem, to potknięcia bym uniknął. Gdybym czuwał, nie przegapiłbym chwili nawiedzenia (Mt25:1-13;Łk12:35-48). Skoro jednak nie znam momentu nawiedzenia i nie wiem kiedy ani o co się potknę – cóż rozsądniejszego niż prosić Boga by otwierał mi oczy i dawał nieustannie światło? (Łk18:41nn;Mt6:22n). Kto pragnie zjednoczyć się z Bogiem, nie powinien pokładać wiary w samym sobie (Mt26:33n), ale we wszystkim pozwalać prowadzić się Duchowi Świętemu (Mt11:25;Mk13:11).

Tak oto widzimy po raz kolejny, że wiara nasza nie jest tylko przekonaniem co do jakiejś abstrakcyjnej teorii czy idei, ale rzeczywistym udziałem w życiu Trójjedynego Boga, który w swej niezmierzonej łasce i dobroci, nieustannie nas przemienia i do siebie prowadzi.

Adam Mateusz Brożyński, 18 maja 2014 r.

(opublikowano: 18 maja 2014 r.)